„Więc się dowiedziałeś” – wyszeptała. „Co zamierzasz zrobić, Eliasie? Zabić mnie? W tym absurdalnym garniturze? Jesteś żołnierzem. Jesteś człowiekiem honoru. Zadzwonisz na policję, a ja powiem im, że wróciłeś do domu wściekły, wywołany zespołem stresu pourazowego. Pokażę im siniaki, które właśnie narobiłeś mi na nadgarstku. Powiem im, że groziłeś mi od miesięcy. Komu uwierzą? Bohaterskiemu Kapitanowi czy pogrążonej w żałobie wdowie, która opiekuje się jego „niespokojną” córką?”
Przysunęła się bliżej, a jej oddech pachniał drogim winem. „Już wygrałem. Zatrułem studnię, Eliasie. Sąsiedzi, szkoła, baza – wszyscy myślą, że to ty jesteś problemem. Jeśli umrę,
W nocy idziesz do więzienia, a Lily do sądu. I uwierz mi, państwo nie ochroni jej przed tym, co już jej wstrzyknąłem”.
Moje uściski się zacieśniły. Chciałem ją zmiażdżyć. Kciukiem przycisnąłem jej tętnicę szyjną. Tylko dziesięć sekund, pomyślał żołnierz we mnie. Dziesięć sekund i zagrożenie zneutralizowane.
Ale wtedy z drzwi dobiegł jakiś dźwięk.
„Tato?”
Lily stała w drzwiach kuchni, ściskając swojego podartego pluszowego misia. Ale nie patrzyła na mnie. Patrzyła na szklankę wody, którą Isabella zostawiła na blacie – tę, która, jak teraz zrozumiałem, stała obok otwartej butelki przemysłowego środka czyszczącego.
Rozdział 5: Pułapka się zatrzasnęła
„Lily, wracaj na górę!” Rozkazałem, a mój głos załamał się.
„Nie” – powiedziała Lily. Jej głos już nie drżał. Był płaski, przypominał głuchy ton, który słyszałem w rozmowach satelitarnych. „Każe mi to wypić, tato. Powiedziała, że jeśli nie wypiję tej „magicznej wody”, Cooper nigdy nie wróci z piwnicy”.
Piwnica.