Spojrzałem na Isabellę. Jej oczy się rozszerzyły. Zapomniała, że znałem ten dom lepiej niż ona kiedykolwiek. Zbudowałem w piwnicy ukryty schowek na mój sprzęt – pokój, którego nie powinna była znaleźć.
„Gdzie jest pies, Isabello?” Warknęłam.
„On… on jest cały” – wyjąkała, a jej brawura rozpadła się, gdy zdała sobie sprawę, że jej siła nacisku maleje.
Nie czekałam. Popchnęłam ją w stronę pralni i zamknęłam drzwi na klucz, uwięziając ją w małej przestrzeni. Wzięłam Lily na ręce – w kostiumie króliczka – i pobiegłam do schodów do piwnicy.
„Czy on jest w pomieszczeniu z wyposażeniem, Lily?”
„Włożyła go do ciemnego pudełka” – szlochała Lily w moje futrzane ramię.
Uderzyłam o podłogę w piwnicy i kopnęłam drzwi do mojego schowka. Tam, skulony w kącie dużej plastikowej skrzyni, leżał Cooper. Był wychudzony, jego złociste futro było skołtunione od brudu, ale kiedy mnie zobaczył, jego ogon cicho, z trudem uderzył o plastik.
Wypuściłam oddech, który czułam, jakbym wstrzymywała go od dwóch lat. Postawiłam Lily na ziemi. „Zostań tu z nim. Nie wchodź, dopóki cię nie zawołam”.
Odwróciłem się i wróciłem na górę. Nie byłem już królikiem. Byłem Żniwiarzem.