Dotarłem do pralni i otworzyłem drzwi. Isabella zniknęła. Okno nad suszarką było otwarte, a moskitiera wyrzucona.
Nie spanikowałem. Podszedłem do blatu w kuchni i wziąłem srebrny nieśmiertelnik, który przyniosłem ze sobą – ten, który przygotował Miller. Nacisnąłem przycisk aktywacji.
„Miller, widzisz to?”
„Mam wszystko, Eliasie” – usłyszałem głos Millera w słuchawce. „Kamera w kuchni nagrała wszystko – nóż, wyznanie o mężach, groźbę pod adresem dziewczyny. A GPS w jej telefonie właśnie się włączył. Biegnie do samochodu”.
„Puść ją” – powiedziałem, wychodząc na ganek. Chłodne nocne powietrze uderzyło mnie w twarz, gdy odrywałem głowę królika. „Myśli, że ucieka. Nie zdaje sobie sprawy, że już przekroczyłem linię mety”.
Usiadłem na schodach ganku i czekałem. Nie musiałem czekać długo.
Trzy minuty później cichą podmiejską ulicę zalały niebiesko-czerwone światła stroboskopowe sześciu radiowozów i dwóch zaciemnionych SUV-ów z Wydziału Śledczego (CID). Nie pojechali do mojego domu. Oblegali skrzyżowanie dwie przecznice dalej, gdzie SUV Isabelli został zablokowany przez ekipę Millera.
Obserwowałem, jak ją wyciągają z samochodu. Nawet z tego miejsca słyszałem jej krzyki – twierdziła, że jest ofiarą, a ja potworem. Ale gdy agenci CID odtwarzali dźwięk wysokiej rozdzielczości z kuchni, jej krzyki zmieniły się w długie, niskie zawodzenie osaczonego zwierzęcia.
Miller wszedł na mój podjazd, z rękami w kieszeniach. Spojrzał na mnie – na mężczyznę siedzącego na ganku w rozpiętym kostiumie króliczka, trzymającego głowę królika jak hełm.
„Wszystko w porządku, Kapitanie?”