„Alejandro, proszę”.
„Pytałam, co to jest”.
Za długo zwlekała z odpowiedzią.
„Klonazepam”.
„Lekarz powiedział, że zmniejszył dawkę”.
„Zwiększył ją dziś rano”.
„Nie rozmawiałam z nim dziś rano”.
Verónica trzymała kapsułkę.
„Zrobiłam to”.
Alejandro się cofnął.
„Nie chcę tego”.
„Masz kolejny epizod”.
„Nie”.
„Spójrz na siebie”.
„Powiedziałam, że nie”.
Verónica zacisnęła usta.
Odłożyła kapsułkę.
„Ta kobieta cię dezorientuje”.
„Może”.
„Jej ojciec próbował nas szantażować”.
„Może”.
„Teraz ty też we mnie wątpisz?”
Alejandro spojrzał na butelkę kawy.
„Wątpię we wszystko”.
Verónica podeszła do Marisol.
„Wyjdź, zanim policja cię zabierze”.
Marisol włożyła próbkę do torby.
„Spotkamy się jutro”.
„Nie przekroczysz już tych drzwi”.
„Wtedy nie będziesz się miała czego bać”.
Wyszła.
Tej nocy nie wróciła do swojego mieszkania.
Poszła do domu swojej przyjaciółki Renaty Cárdenas, chemiczki farmaceutycznej w prywatnym laboratorium w Tlalpan.
Renata otworzyła drzwi w piżamie, z włosami związanymi do tyłu.
„Powiedz, że nie przyniosłaś próbki biologicznej w butelce z wodą”.
„To kawa”.
„To nie poprawia zdania”.
„Muszę wiedzieć, co w niej jest”.
„Skąd się to wzięło?”
„Z restauracji Barragán”.
Renata spojrzała na butelkę.
Potem spojrzała na Marisol.
„Twój tata”.
„Tak”.
„Czy na pewno chcesz kontynuować?”
„Nie”.
„Dobra odpowiedź. Ludzie, którzy mówią, że są pewni, często robią głupie rzeczy”.
Renata założyła kurtkę.
„Chodźmy”.
Wstępna analiza zajęła cztery godziny.
Marisol przechadzała się po małym laboratorium, podczas gdy Renata sprawdzała ekran.
O 3:42 jej przyjaciółka zdjęła okulary.
„Jest środek uspokajający”.
„Który?”
„Zolpidem. I to w śladowych ilościach”.
„Czy można go przepisać?”
„Możliwe. Ale zmieszany z kawą to zupełnie inna historia. Są tam też śladowe ilości środka przeciwlękowego. W połączeniu z alkoholem lub innymi lekami może powodować dezorientację, utratę pamięci, upadki i problemy z oddychaniem”.
„Czy możesz napisać raport?”
„Potrzebuję dowodu, żeby to miało moc prawną”.
—Co możesz zrobić?
—D
Udokumentuj dowody, zachowaj część i zalec próbkę kontrolną.
Marisol usiadła.
„Mój ojciec miał rację”.
Renata oparła się o stół.
„Mając rację, nie oznaczasz, że już wygrałeś”.
„Wiem”.
„Czy ta kobieta wie, że coś masz?”
„Tak”.
„Wtedy twoja największa przewaga zniknęła”.
Marisol wyjęła pendrive’a.
„Nie wszystko”.
O szóstej rano zaszyfrowane kopie plików zostały wysłane na trzy różne adresy.
Jeden był dla Renaty.
Drugi dla notariusza, który pomógł matce Marisol w spisaniu testamentu.
Trzeci był dla Gaela Mendozy, dziennikarza finansowego i byłego kolegi ze studiów.
Marisol zaplanowała automatyczną wysyłkę e-maila.
Jeśli nie odwoła go przed dziesiątą następnego wieczoru, wszystkie informacje zostaną przesłane do jednostki wywiadu finansowego, prokuratury i dwóch ogólnokrajowych mediów.
Renata spojrzała na nią.
„To niebezpieczne”.
„Posiadanie tylko jednej kopii jest jeszcze bardziej niebezpieczne”.
„Co zrobisz z Alejandro?”
„Daj mu szansę wyboru”.
„A co, jeśli wybierze ją ponownie?”
Marisol pomyślała o swoim ojcu.
„Wtedy przestanie być ofiarą i stanie się współwinny własnemu milczeniu”.
O dziewiątej rano Alejandro zadzwonił z nieznanego numeru.
„Masz próbkę?”
„Tak”.
„Przeanalizowałeś ją?”
„Tak”.
Zapadła cisza.
„Co znalazłeś?”
„Środek uspokajający w dawce wystarczającej, by wpłynąć na jego pamięć i koordynację”.
Alejandro oddychał powoli.
„Chcę zobaczyć raport”.
„Jeszcze nie jest prawomocny”.
„Chcę go zobaczyć”.
„Spotkajmy się w wybranym przeze mnie miejscu. Bez kierowcy. Bez asystenta. Bez powiadamiania żony”.
„Nie możesz mi wydawać poleceń”.
„To pij dalej swoją kawę”.
Rozłączyła się.
Zadzwonił ponownie minutę później.
Spotkali się w małej kawiarni w Coyoacán.
Alejandro przyszedł w czapce, okularach i prostej marynarce.
Wyglądał jak człowiek uciekający przed własnym życiem.
Marisol wybrała stolik na patio.
Były bugenwille, kolorowe mozaiki i unosił się zapach świeżo upieczonego słodkiego chleba.
Alejandro rozejrzał się.
„Dlaczego tutaj?”
„Bo twoja żona kontroluje miejsca, w których czujesz się ważny”.
„Nie znasz jej”.
„Znam jej relacje”.
Wręczyła mu częściowe kopie raportu Ignacia.
Alejandro przekartkował strony.
Na początku wydawał się sceptyczny.
Potem zdezorientowany.
W końcu przestraszony.
„Ten podpis jest mój”.
„Podrobiony lub uzyskany, gdy nie byłeś w stanie tego zrobić”.
„Przelew 17 czerwca… Byłem w Madrycie”.
„Jej samolot wystartował o dziewiątej. Podpis został zarejestrowany w Meksyku o 11:43”.
„Mogłem podpisać się z samolotu”.
„System zarejestrował dostęp z rezydencji Las Lomas”.
Przewrócił kolejną stronę.
„Tego dnia byłem w szpitalu”.
„Dokładnie”.
„Verónica miała pełnomocnictwo do niektórych transakcji”.
„Do dziesięciu milionów. Te przelewy zostały podzielone, żeby nie przekroczyć limitu”.
„Ile?”
„Mój ojciec namierzył sto osiemdziesiąt milionów dwanaście lat temu. Teraz mogłoby być ich znacznie więcej”.
Alejandro zamknął teczkę.
„Dlaczego nie poszedłeś z tym na policję?”
„Próbowałeś. Zginąłeś tego samego dnia”.
„Wypadek został zbadany”.
„Przez dowódcę, który otrzymał mieszkanie sześć miesięcy później za pośrednictwem firmy powiązanej z rodziną Veróniki”.
Alejandro podniósł wzrok.
„Tego nie ma w raporcie”.
„Odkryłem to dwa lata temu”.
„Czy oskarżasz ją o zabójstwo ojca?”
„Mówię, że groziła mu, ukradła akta i skorzystała na jego śmierci”.
„To nie dowodzi morderstwa”.
„Nie”.
„Więc czego ode mnie oczekujesz?”
„Najpierw, zrób test toksykologiczny bez jej wiedzy”.
„A potem?”
„Zmień jej lekarza”.
„A potem?”
„Odwołaj pełnomocnictwo, którego mu udzieliła”.
Alejandro spojrzał na bugenwillę.
„Nie rozumiesz, jak funkcjonuje moja rodzina”.
„Rozumiem doskonale. Każdy polega na swoich pieniądzach, ale ty polegasz na tym, że nikt ci nie powie prawdy”.
To stwierdzenie zabolało.
„Moja żona była ze mną, kiedy nic nie miałem”.
„La Jacaranda już istniała, kiedy się żeniłeś”.
„To była zadłużona restauracja”.
„„Mój ojciec dostał pożyczkę, która go uratowała”.
Alejandro milczał.
„Verónica przyniosła kontakty” – powiedział w końcu. „Przekonała inwestorów. Negocjowała pozwolenia. Kiedy mój partner mnie porzucił, została”.
„Może dlatego myśli, że imperium również należy do niej”.
„Jest jego częścią”.
„Nie tą, którą ukradła”.
„Nie wie, co poświęciła”.
„Nie wiesz też, ile poświęcił mój ojciec”.
Alejandro spuścił wzrok.
„Zwolniłem go”.
„Tak”.
„Powiedział mi, że rachunki się nie zgadzają. Myślałem, że ma żal, bo Verónica chciała go zastąpić”.
„Posłuchałeś go?”
„Za mało”.
„A po jego śmierci?”
„Wypłaciłem jego żonie odprawę”.
Marisol poczuła zimną wściekłość.
„Moja matka zwróciła czek”.
Alejandro zamknął oczy.
„Nie wiedziałem”.
„Nigdy nie chciała wiedzieć za dużo”.
Kelner podszedł.
Alejandro cofnął się, gdy zobaczył filiżankę z kawą.
Poprosił o wodę butelkowaną.
Marisol zauważyła gest.
Strach zaczął ustępować.
„Za trzy tygodnie jest gala” – powiedział Alejandro. „Rocznica powstania zespołu”.
„Wiem”.
„Verónica ogłosi restrukturyzację”.
„Jaka restrukturyzacja?”
„Chce, żebym podpisał rodzinny fundusz powierniczy”.
„Nie rób tego”.
„Mówi, że to ochroni firmę, jeśli mój stan zdrowia się pogorszy”.
„Kto miałby mieć kontrolę?”
„Ona”.
„Właśnie dlatego”.
Alejandro ścisnął butelkę z wodą.
„Nie mogę jej oskarżyć bez dowodów, które wytrzymają w sądzie”.
„To zdobądź dowody”.
„Jak?”
Marisol wyciągnęła nowy telefon i położyła go na stole.
„Idź do domu. Udawaj, że w nic nie wierzysz. Pozwól jej kontynuować swoje codzienne życie. Dokumentuj każdy lek, każdy napój, każdy dokument. Zachowaj próbki. Nie konfrontuj się z nią”.
„Chce, żebym mieszkał z kobietą, która może mnie odurzać?”
„Mieszka z nią od lat. Teraz przynajmniej wie”.
„Mogłaby mnie zabić”.
„Nie, zanim podpiszę umowę powierniczą. Potrzebuje cię żywego i zdezorientowanego”.
Alejandro spojrzał na telefon.
„Łatwo ci tak mówić”.
„Niełatwo. To konieczne”.
„A ty?”
„Wrócę do restauracji”.
„Verónica ją zwolniła”.
„Jesteś właścicielem”.
Alejandro podniósł telefon.
„Jeśli wróci, będzie wiedziała, że z tobą rozmawiałem”.
„Powiedz jej, że nie znalazłeś żadnych dowodów i że chcesz uniknąć pozwu o pracę”.
„Nie zaakceptuje tego”.
„Nie musi tego akceptować. Musi tylko uwierzyć, że nadal ma kontrolę”.
Alejandro schował telefon.
„Dlaczego mi ufasz?”
„Nie ufam”.
„To dlaczego mi pomagasz?”
„Bo mój ojciec zginął, próbując chronić firmę, której ty nie miałeś odwagi chronić”.
Alejandro wstał.
„Wróć dziś po południu”.
„Nie”.
„Nie chciałeś wrócić?”
„Wrócę jutro”. Jeśli wrócę za wcześnie, będzie to wyglądało na zaplanowane.
Po raz pierwszy w oczach milionera pojawił się cień szacunku.
„Myślisz jak on”.
Marisol wytrzymała jego spojrzenie.
„Mam nadzieję, że się jeszcze zastanowię. Ostrzegł wroga, zanim ten miał wystarczająco dużo egzemplarzy”.
Następnego dnia Marisol wróciła do La Jacaranda.
Kierownik omal nie upuścił teczki, gdy ją zobaczył.
„Jesteś zwolniony”.
„Pan Barragán cofnął decyzję”.
„Pani Barragán na to nie pozwoli”.
„W takim razie będziesz musiał porozmawiać z mężem”.
Z salonu wyszedł Don Tomás.
Spojrzał na nią.
Nie uśmiechnął się.
Ale ulga w jego oczach była widoczna.
Verónica przyszła godzinę później.
Zastała Marisol podającą wodę przy stole.
Zatrzymała się kilka kroków dalej.
„Myślałam, że wszystko jasne”.
„Twój mąż też”.
„Co mu powiedziałaś?”
„Że mogę pozwać za bezprawne zwolnienie”.
„Nie masz środków, żeby pozwać”.
„Dlatego bogaci ludzie często są zaskoczeni, gdy biedny zna prawo”.
Verónica nachyliła się bliżej.
„Twój ojciec też myślał, że znajomość liczb czyni go nietykalnym”.
„Nie jestem moim ojcem”.
„Mam taką nadzieję, dla twojego dobra”.
„Ja też”.
W ciągu następnych dni wojna rozgrywała się w szczegółach.
Verónica zmieniła Marisol zmianę.
Alejandro odesłał ją z powrotem.
Verónica kazała przeszukać swoją torbę.
Marisol zaczęła przychodzić bez torby.
Verónica zabroniła jej zbliżać się do pokoju prywatnego.
Don Tomás przestawił stoliki, żeby móc obserwować z baru.
Verónica zwolniła Nicolása za trzyminutowe spóźnienie.
Marisol pokazała zegar: maszyna wprowadziła zły czas.
Alejandro cofnął zwolnienie.
Verónica stłukła szklankę podczas spotkania menedżerów.
Nikt się nie odezwał.
W drugim tygodniu Alejandro potajemnie wysłał trzy próbki do certyfikowanego laboratorium.
Wszystkie trzy zawierały środki uspokajające.
Zmienił lekarza.
Nowy specjalista przeanalizował jego wyniki i stwierdził, że nie ma wyraźnych oznak choroby zwyrodnieniowej zdiagnozowanej przez dr. Beltrána.
Wystąpiły natomiast oznaki długotrwałego zatrucia.
Alejandro nie skonfrontował się z Verónicą.
Trzymał się planu.
Udawał, że zapomniał.
Udawał, że drży.
Udawał, że potrzebuje pomocy.
Za każdym razem, gdy podawała mu kapsułkę, wkładał ją pod język, a następnie wkładał do koperty.
Każdy dokument, który przynosiła do podpisania, był fotografowany.
Każda rozmowa telefoniczna była rejestrowana.
Marisol obserwowała z restauracji.
Alejandro szybko się uczył.
Ale Verónica też.
Pewnego wieczoru, po zamknięciu, Lupita znalazła Marisol w kuchni.
„Muszę ci coś pokazać”.
Młoda kobieta wyciągnęła z plecaka stary telefon.
„Co to jest?”
„Nagranie”.
„Od kiedy?”
„Sześć miesięcy temu”.
Lupita zerknęła na drzwi.
„Pani Verónica wyrzuciła telefon, bo powiedziała, że aparat się zepsuł. Prosiła mnie, żebym go wyrzuciła do śmieci. Mój brat umie naprawiać telefony komórkowe. On go naprawił”.
Otworzyła nagranie.
Na nagraniu widać było prywatny pokój z dołu.
Telefon leżał na półce i nagrywał.
Verónica siedziała przy stole.
Alejandro spał z głową opartą o oparcie krzesła.
Dr Beltrán stał przed nią.
„Dawka jest za duża” – powiedział. „Jeśli nadal będziesz łączyć ją z alkoholem, możesz mieć zawał serca”.
„To uważaj, ile pijesz”.
„Nie mam kontroli nad tym, co robi na swoich kolacjach”.
„Za to mu płacę”.
„Płaci mi za podpisywanie protokołów, a nie za tuszowanie śmierci”.
Verónica położyła kopertę na stole.
„Płacę mu, żeby pamiętał, ile prywatnych klinik jest zależnych od kontraktów mojej rodziny”.
B
Kobieta wzięła kopertę.
„Umowa powiernicza musi zostać wkrótce podpisana”.
„Podpisze ją w rocznicę”.
„A potem?”
„Potem nie będzie miało znaczenia, czy będzie pamiętać, czy nie”.
Na tym nagranie się skończyło.
Marisol spojrzała na Lupitę.
„Dlaczego nie pokazałaś tego wcześniej?”
Młoda kobieta ścisnęła telefon.
„Moja mama pracuje w firmie sprzątającej należącej do rodziny tej pani. Jeśli ją zwolnią, stracimy dom”.
„Dlaczego pokazujesz mi to teraz?”