Kiedy w końcu się odezwał, jego głos był starannie kontrolowany.
„Jesteś pewien?”
Uśmiech Adriena po drugiej stronie stołu lekko zbladł. Nie znał kontekstu, ale znał ten ton. Spędził lata, grając lidera w radach nadzorczych pełnych ludzi, których osobiście awansowałem, upomniałem lub zwolniłem. Potrafił rozpoznać zapach korporacyjnego zagrożenia, nawet jeśli jeszcze nie rozumiał jego źródła.
.
„Tak” – odpowiedziałam. „Z natychmiastowym skutkiem”.
Artur odetchnął raz.
„Dobrze. Zrobię to”.
Rozłączyłam się.
Nikt się nie odzywał przez chwilę.
Woda wciąż spływała mi z włosów po szczęce. Bluzka przykleiła się do brzucha. Dziecko znów się poruszyło, a potem uspokoiło. Przycisnęłam dłoń do brzucha i ogarnęło mnie dziwne uczucie. Nie dlatego, że ból ustępował. Ale dlatego, że właśnie znalazł cel.
Diane pierwsza odzyskała panowanie nad sobą.
Oczywiście.
Postawiła puste wiadro na blacie za sobą i cicho zachichotała.
„Co to właściwie było? Małe przedstawienie?”
Mathilde przewróciła oczami.
„Może w końcu znalazła sobie prawnika”.
Adrien pokręcił głową z tym protekcjonalnym znużeniem, które niektórzy mężczyźni mylą z dojrzałością.
„Cassandre, już ci mówiłam, grożenie ludziom tylko sprawia, że wyglądasz na niezrównoważonego”.
Spojrzałam na niego po raz pierwszy odkąd wyszłam z wody.
Naprawdę mu się przyjrzałam.