„Bo na naszej trzeciej randce Adrien powiedział mi, że bogate kobiety są męczące, bo zawsze chcą w związku dynamiki władzy”.
Na sekundę zamknął oczy.
„Powiedziałeś też, że najbardziej cenisz sobie poczucie bycia niezastąpionym. Zaoferowałem ci więc wersję siebie, która nigdy nie zagrozi twojemu ego. Chciałem wiedzieć, czy potrafisz być miły dla kobiety, od której nic nie zyskasz dla swojej próżności”.
Mathilde spojrzała na niego. Diane spojrzała na mnie. Henri powoli usiadł, jakby jego kolana straciły zaufanie.
Głos Adriena był ochrypły.
„Skłamałeś mnie”.
„Tak” – powiedziałem. „I nie powinienem był. To była moja wina. Ale to, co zrobiłeś z tym kłamstwem, jest twoją winą”.
Zapadła cisza.
Tym razem tylko cichy szum piwniczki z winami zakłócał powietrze, a także cichy szum wody wciąż kapiącej z końcówek moich włosów.
Wtedy zadzwonił prywatny telefon Henriego.
Odebrał natychmiast.
„Tak?”
Wyraz jego twarzy zmienił się, gdy słuchał.
Nie w gniewie.
W strachu.
„Teraz?” – zapytał. – Dziś wieczorem?
Cisza.
Jego wzrok powędrował w moją stronę, po czym natychmiast odwrócił wzrok.
„Rozumiem”.
Rozłączył się.
„Henri?” – powiedziała Diane, podnosząc głos.
Nie spojrzał na nią.
„To był Banque Saint-Roch”.
Adrien zmarszczył brwi.
„Co teraz?”
Henri przełknął ślinę.
„Przywołują naszą linię przekaźnikową”.
Tym razem krew całkowicie odpłynęła z twarzy Adriena.