W tej ciszy Sebastian zrozumiał, że Ernest Albright umarł, skrywając tajemnicę, pogrzebaną na zawsze lub pozostawioną na tyle blisko, by eksplodowała.
Przez kilka sekund nikt się nie poruszył.
Potem pokój wypełnił się dźwiękiem. Lekarz zadzwonił do…
O śmierci. Patricia krzyknęła dramatycznie z progu. Celeste zażądała wyjaśnień, dlaczego nie zrobiono nic więcej. Nolan zaklął pod nosem i zapytał, czy Ernest podpisał poprawione dokumenty.
Sebastian nic z tego nie słyszał.
Wpatrywał się w Marinę.
„Jakie pudełko?” zapytał.
Marina cofnęła dłoń z ręki Ernesta i cofnęła się. „To nie jest odpowiednia pora”.
„Mój ojciec z tobą rozmawiał”.
„Rozmawiał obok mnie”.
„Nie” – powiedział Sebastian. „Spojrzał na ciebie”.
Wzrok Mariny stwardniał. „Twój ojciec umierał. Ludzie mówią różne rzeczy”.
„I wiesz, co miał na myśli”.
Zamknęła kartę. „Wiem, że twoja rodzina musi opuścić ten pokój, żeby personel mógł go przygotować z godnością”.
Celeste prychnęła. „Godność? Wiesz, kim on był?”
Marina odwróciła się do niej. „W tym pokoju był pacjentem”.
To zdanie przeszyło rodzinę niczym ostrze.
Sebastian powinien był bronić siostry. Trzy dni wcześniej by to zrobił. Ale spojrzał na nieruchome ciało ojca, potem na wyczerpane oczy Mariny i nie mógł wydusić z siebie ani jednego okrutnego słowa.
Pogrzeb odbył się cztery dni później w katedrze pełnej polityków, deweloperów, bankierów, sędziów i mężczyzn, którzy byli winni Ernestowi Albrightowi przysługi, o których teraz będą udawać, że nigdy nie istniały. Reporterzy czekali na zewnątrz. Nekrologi nazywały go wizjonerem, tytanem, budowniczym dzielnic.
Marina zobaczyła nagłówki w przerwie i o mało się nie roześmiała.
Budowniczy dzielnic.
Znała inną wersję tej historii.
Następnego wieczoru Sebastian znalazł ją przed szpitalem, w pobliżu stanowiska karetek. Piła kawę z automatu i wpatrywała się w deszcz, jakby podążał za nimi od tamtego ranka w Chicago.
„Muszę wiedzieć, co mój ojciec miał na myśli” – powiedział Sebastian.
Marina się nie odwróciła. „Nie, chcesz wiedzieć”.
„Czy jest jakaś różnica?”
„Tak. Potrzeba to coś, co się dzieje, gdy czyjeś życie zależy od odpowiedzi. Pragnienie to to, co bogaci nazywają ciekawością, gdy myślą, że prawda należy do nich”.
Przyjął obelgę, bo na nią zasłużył.
„Myliłem się tamtego ranka” – powiedział.
Marina w końcu na niego spojrzała. „Byłeś okrutny”.
„Tak”.
„Patrzyłeś na mnie, jakbym był brudem na twoim siedzeniu”.
„Wiem”.
„Nie” – powiedziała. „Pamiętasz. To co innego niż wiedzieć”.
Sebastian nie miał nic na swoją obronę.
Sięgnął do kieszeni płaszcza i wyciągnął złożoną kopertę. „Mój ojciec miał nieruchomość pod Oak Park. Stary dom. Nikt z niego nie korzysta. Po jego śmierci sprawdziłem rodzinne dokumenty. Nadal jest pod firmą-słupem”.
Wyraz twarzy Mariny zmienił się tak nieznacznie, że większość ludzi by tego nie zauważyła.
Sebastian nie.