„Znasz ten dom” – powiedział.
Marina odstawiła kawę. „Trzymaj się od niego z daleka”.
„Dlaczego?”
„Bo tacy ludzie jak twój ojciec budowali miejsca, gdzie prawda umierała”.
To powinno go rozgniewać. Zamiast tego, przestraszyło.
„Co zrobił?”
Marina spojrzała w stronę drzwi szpitala. „Zapytaj rodzinę”.
„Zapytałam”.
„I?”
„Skłamali”.
To w końcu sprawiło, że spojrzała mu w oczy.
Sebastian kontynuował: „Patricia mówi, że nic nie wie. Nolan twierdzi, że to pewnie stare dokumenty podatkowe. Celeste kazała mi przestać dramatyzować. Potem zadzwonił prawnik mojego ojca i ostrzegł mnie, żebym nie zaglądała do prywatnego majątku rodziny przed odczytaniem testamentu”.
Mina Mariny się skrzywiła. „Więc ktoś boi się tego, co jest w tym domu”.
„A ty?”
Nie odpowiedziała.
Odczytanie testamentu odbyło się dwa dni później w mahoniowej sali konferencyjnej czterdzieści pięter nad miastem. Prawnik Ernesta, Harold Greene, siedział na czele stołu ze stosem dokumentów. Patricia miała na sobie czarny jedwab i diamenty. Nolan wyglądał na skacowanego. Celeste co chwila zerkała na telefon.
Sebastian siedział cicho.
Testament był początkowo przewidywalny. Podzielono akcje. Utworzono powiernictwo. Majątek przekazano. Wpisano darowizny. Potem Harold odchrząknął i otworzył zapieczętowany list.
„Ten fragment ma być odczytany dopiero po śmierci pana Albrighta” – powiedział.
Dłoń Patricii zacisnęła się na torebce.
Harold przeczytał: „Do mojego syna Sebastiana: Jeśli nie uda mi się tego zrobić przed śmiercią, zostawiam ci klucz do domu na Waverly Street. Kobieta o imieniu Marina Salvatore wie więcej, niż powinna wiedzieć. Uwierz jej, zanim uwierzysz nam”.
Pokój zamarł.
Nolan wyprostował się. „Co to, do cholery, ma znaczyć?”
Celeste spojrzała na Patricię. „Wiedziałaś o tym?”
Usta Patricii zbielały. „Ernest był zdezorientowany pod koniec”.
Sebastian wpatrywał się w list. „Napisał to przed śmiercią”.
Harold unikał jego wzroku. „List został podpisany sześć miesięcy temu”.
Sześć miesięcy.
Jego ojciec wiedział, że umiera na długo przed tym, zanim się do tego przyznał.
Sebastian wyciągnął rękę. „Klucz”.
Harold zawahał się. „Mogą wystąpić komplikacje”.
Głos Sebastiana stał się zimny. „Klucz”.