Otworzył usta.
Nie wydobył z siebie ani jednego słowa.
„Gdzie jest Madeleine?”
Dowódca odpowiedział za nią:
„Jej matka jest cała i zdrowa. Właśnie potwierdziliśmy, że jest z siostrą w Dijon. Próbuje się z tobą skontaktować od kilku dni. Jej telefon w tym domu został wyłączony trzy dni temu”.
Zakryłam usta dłonią.
Madeleine nie była więc chora.
Nie miała gorączki.
Nie majaczyła.
Nie potrzebowała Marca.
To wszystko było kłamstwem.
Wszystko.
Spojrzałam na męża i właśnie w tym momencie coś we mnie umarło.
Nie miłość.
Miłość natomiast umierała od dawna, powoli, w szczegółach, których nie chciałam wymieniać.
To, co umarło tamtej nocy, było ostatnią wymówką.
„Wykorzystałaś własną matkę” – powiedziałam niemal szeptem. Wymyśliłaś jej chorobę, żeby mnie odepchnąć?
Marc spuścił wzrok.
„Hélène, mogę wyjaśnić…”