Och, w najciemniejszym miejscu wyobrażałam sobie już gorsze rzeczy.
„A mój mąż?”
Dowódca nie odpowiedział od razu.
Gestem wskazał mi tylko, żebym poszła za nim do kuchni.
Marc siedział na podłodze, skuty kajdankami, oparty o drewnianą szafkę, w której Madeleine trzymała garnki i patelnie. Miał rozcięcie nad brwią, pogniecioną koszulę i rozczochrane włosy.
Ale to nie jego stan mnie uderzył.
To było jego spojrzenie.
Pustka.
Nie przestraszony.
Nie zawstydzony.
Nie załamany.
Pustka.
Kiedy mnie zobaczył, jego twarz zbladła.
„Hélène…”
Nie rozpoznałam własnego głosu, kiedy mówiłam.
„Gdzie jest twoja matka?”