Przepiękna młoda brunetka.
A między nimi Madeleine.
Wszyscy troje uśmiechali się jak rodzina, która zna się od dawna.
Czułam, jak ziemia znika mi spod stóp.
„To… to nie ma sensu” – wyszeptałam.
Dowódca wymienił spojrzenia z innym żandarmem.
„Znasz tę kobietę?”
Pokręciłem głową.
„Nie. Nigdy jej nie widziałem”.
Wziął głęboki oddech.
„Nazywa się Camille Laurent. To ona wezwała pogotowie dziś po południu”. Powiedziała, że jest zamknięta w tym domu z mężczyzną, który grozi jej matce i ukrywa pieniądze. Połączenie urwało się w pół zdania. Kiedy dotarliśmy na miejsce, drzwi były zamknięte.
Zajęło mi kilka sekund, zanim zrozumiałem.
„Gdzie ona jest?”
„W szpitalu”.
Nogi mi zmiękły.
„Żyje” – dodał natychmiast. „Uraz głowy, ale żyje. Znaleźliśmy ją nieprzytomną w pokoju na zapleczu”.
Zamknąłem oczy.
Żyje.
To słowo przeszyło mnie jak ostrze i przyniosło ulgę.
Bo w głębi duszy,