Serce Alejandra prawie stanęło.
„Kto?”
„Mężczyzna”.
Potem wypowiedziała imię, które przemieniło strach w lodowatą wściekłość.
Ramiro Salcedo.
Ramiro był prawnikiem specjalizującym się w prawie gospodarczym…”
Wypowiedziane przez Fernandę kilka miesięcy wcześniej.
Uroczy.
Wykształcony.
Zawsze przesadnie ciekaw majątku Alejandra.
Polisy ubezpieczeniowe.
Podpisy.
Klauzule spadkowe.
Kilkakrotnie wspominał nawet o dzieciach z dziwnym zainteresowaniem.
W tym momencie Alejandro w końcu zrozumiał.
To nigdy nie była historia miłosna.
To była operacja.
Strategia.
Może zdjęcie dziecka.
Przejęcie.
Lourdes złapała go za ramię.
„Na górze jest jeszcze jedna kobieta”.
Alejandro poczuł ucisk w gardle.
Podniósł ciężką lampę z korytarza i poszedł do pokoju gościnnego.
Kiedy otworzył drzwi, poczuł, jakby nagle powietrze uleciało mu z płuc.
Na łóżku leżała szczupła kobieta.
Blada.
Osłabiony.
Czerwone ślady na jej szyi.
Kawałek taśmy wciąż zwisał z jej kostki.
To była Camila.
Młodsza siostra Fernandy.
Cała rodzina była przekonana, że leczy się psychiatrycznie z dala od miasta.
Camila z trudem otworzyła oczy.
„Zabierz dzieci”.
Jej głos drżał tak bardzo, że zdawał się łamać między każdym słowem.
„Dziś wieczorem… mieli cię zmusić do podpisania dokumentów”.
„Jakich dokumentów?”
„Tymczasowa opieka. Fałszywe zaświadczenia lekarskie. Oświadczenie stwierdzające, że jesteś niezrównoważona psychicznie. Ramiro przygotował całą dokumentację”.
Alejandro poczuł, jak pokój wiruje wokół niego.
Plan był potworny.
Zrobić z niego niekompetentnego ojca.
Uzyskać tymczasową opiekę prawną.