Zacytowałam mu dokładnie jego bezduszne słowa, a w moim głosie słychać było lodowaty, bezkompromisowy chłód ciekłego azotu.
Arthur zacisnął usta. Wyglądał, jakby dostał w twarz.
„Starsze siostry nie dają w prezencie półmilionowych, w pełni wyremontowanych posiadłości rozpieszczonym, roszczeniowym bachorom, które traktują je jak śmieci” – stwierdziłam wyraźnie, odwracając się do niego plecami i podchodząc do teczki.
„Ty samolubna suko!” Chloe krzyknęła, a jej twarz wykrzywiła się w brzydką maskę czystej, nieskażonej wściekłości. Uderzyła dłońmi w kwarcową wyspę. „Niszczysz mi życie! Niszczysz mi ślub! Pozwę cię o wszystko, co masz!”
Nie drgnęłam. Sięgnęłam do bocznej kieszeni skórzanej teczki i wyciągnęłam drugą, znacznie cieńszą, białą kopertę. Obeszłam wyspę i wręczyłam ją Arthurowi.
„Co… co to jest?” – zapytał Arthur, a głos drżał mu tak bardzo, że ledwo mógł utrzymać papier. Nie chciał go otwierać. Wiedział, że to broń.
„To formalny, prawnie wiążący, trzydziestodniowy nakaz opuszczenia mieszkania i eksmisji” – oznajmiłam, a mój głos odbił się głośnym echem w ogromnej, nieskazitelnie czystej kuchni, zadając ostateczny, katastrofalny cios jego rzeczywistości.
„Mieszkałeś w apartamencie gościnnym tej nieruchomości jako najemca z miesięcznym najemcą, na moje wyłączne, niepisane prawo” – wyjaśniłem metodycznie, upewniając się, że rozumie, w jakiej pułapce prawnej się znalazł. „Ta swoboda i moja dobroczynność skończyły się w chwili, gdy spojrzałeś mi w oczy i kazałeś mi spakować walizki, żebyś mógł jej przekazać mój majątek”.
Wycelowałem ostrym, zadbanym palcem w kopertę w jego drżących dłoniach.
„Masz dokładnie trzydzieści dni, Arthurze” – rozkazałem. „Masz trzydzieści dni na spakowanie każdej sztuki odzieży, każdej książki i każdego przedmiotu osobistego, który posiadasz, i wyniesienie ich z apartamentu gościnnego. Jeśli ty lub choć jeden z twoich przedmiotów nadal będzie w tych murach o godzinie 8:00 rano trzydziestego pierwszego dnia, każę szeryfowi hrabstwa przeprowadzić przymusową eksmisję, a twoje rzeczy zostaną wyrzucone na krawężnik”.
Powoli przeniosłam wzrok na Chloe, która hiperwentylowała, rozglądając się dziko po nieskazitelnej, luksusowej kuchni, którą jeszcze dziesięć minut temu tak arogancko uznała za swoją.