W tej mikroskopijnej chwili coś przesunęło się głęboko w płytach tektonicznych mojej duszy. Moje serce nie pękło, tylko zwapniało. Lata cichego poddania się, nocne płacze w łazience, żeby mnie nie słyszał, desperackie próby kupienia miłości, która ewidentnie była na sprzedaż – wszystko to wyparowało. Mój żal został zastąpiony zimną, śmiercionośną precyzją.
Wiszący na krawędzi: Spojrzałam z Marcusa na łódź czekającą w porcie, a potem na telefon. Nie krzyczałam. Nie płakałam. Po prostu się uśmiechnęłam – uśmiechem tak promiennym, że aż niebezpiecznym.
Rozdział 3: Wyspa Widm
„Masz absolutną rację, Barbaro” – powiedziałam, a mój głos był niesamowicie spokojny, brzmiał bardziej jak głos prezesa firmy podczas fuzji niż żony na molo. „W ogóle nie myślałam jasno. Życzę wszystkim fantastycznej podróży”.
„Właśnie o to chodzi” – mruknął Marcus, odwracając się już w stronę łodzi. „Idź nas zameldować. Powiedz kapitanowi, że jesteśmy gotowi na wodnosamolot”.
Nie poszłam do kapitana. Cofnęłam się w cień terminalu i wyciągnęłam telefon. Otworzyłam ekskluzywną aplikację Titan Travel. Ominęłam ekran potwierdzenia „Czy jesteś pewna?” z zimną obojętnością chirurga. Jednym, zdecydowanym stuknięciem wybrałam „Anuluj całą rezerwację – natychmiastowy efekt”.
Patrzyłem, jak wiruje zielone kółko ładowania. 150 000 dolarów. Zwrot na moje jedyne konto firmowe.
A potem nie poprzestałem. Rozpocząłem „Finansową Masakrę”. Siedząc z tyłu mojego SUV-a, gdy kierowca odjeżdżał, otworzyłem laptopa. Marcus chciał się bawić w dostawcę? W porządku. Zobaczymy, jak sobie poradzi bez mojego rusztowania.
Zalogowałem się na nasze wspólne konta. Patrzyłem, jak saldo spada do zera, gdy legalnie przeniosłem wszystkie moje przedmałżeńskie aktywa wygenerowane przez technologię z powrotem do mojego żelaznego prywatnego funduszu powierniczego. Anulowałem jego dodatkowe platynowe karty kredytowe. Zmieniłem hasła główne do naszego inteligentnego systemu domowego Bel-Air – kamer, bram, klimatyzacji.