Odgrywał swoją rolę naturalnie.
Niemal zbyt naturalnie.
Co chwila zerkałem w stronę furtki.
Nagle pojawił się Ethan, trzymając starannie zapakowany prezent.
Spojrzał na Clarka poważnie.
„Kiedy tata tu przyjedzie, możesz mu to dać? To od nas, dzieci”.
Clark spojrzał na mnie, zanim przyjął prezent.
„Jasne, Ethan. Cokolwiek zechcesz”.
Prawie zapytałam, co jest w środku.
Ale Ethan zniknął, zanim zdążyłam.
W tym samym momencie furtka wjazdowa się otworzyła.
Jordan wszedł pewnie, opierając jedną rękę na plecach Percy’ego.
Miała na sobie sukienkę od projektanta, która prawdopodobnie kosztowała więcej, niż ja wydałam na zakupy spożywcze w ciągu miesiąca.
Każda rozmowa w pobliżu ucichła.
„Oto ona” – zawołał Jordan z uśmiechem. „Mama solenizanta”.
Powoli wciągnęłam powietrze.
Dłoń Clarka lekko spoczęła na moich plecach, uziemiając mnie.
„Jordan” – powiedziałam spokojnie. „Percy”.
Percy skinął mi uprzejmie głową, swobodnie rozglądając się po podwórku.
Wtedy Jordan zauważył Clarka.
Obrzucił go wzrokiem.
A potem znowu.
Nagle się roześmiał.
Głośno.
Okropnie.
„Chyba sobie ze mnie żartujesz” – powiedział, ocierając wyimaginowane łzy. „On?” Z tobą?”
„Jordan, proszę.”
„Nie, serio.” Wskazał na Clarka. „Taki mężczyzna. Czy ty w ogóle ostatnio patrzyłeś na siebie w lustrze? No dalej.”
Cierp rozlał się po mojej twarzy.
Percy ukryła uśmiech za kieliszkiem wina.
Chciałabym, żeby ziemia mnie pochłonęła.
Clark zachował całkowity spokój.
Nie odpowiadając na obelgę, podniósł ze stołu zapakowany prezent Ethana i podał go Jordanowi.
„Zabawne” – powiedział cicho. – „Latami oceniałeś ludzi po wyglądzie. Twoje dzieci oceniały cię po czymś o wiele trudniejszym do udawania.”
Wyciągnął paczkę.
Śmiech Jordana natychmiast ucichł.
Wpatrywał się w nią.
„No dalej” – powiedział Clark. – „Otwórz ją.”
Percy nachylił się bliżej.
Rozmowy w pobliżu ucichły.
Jordan przyjął prezent z uśmieszkiem.
Rozdarł opakowanie i otworzył pudełko.
Natychmiast z jego twarzy zniknął wszelki ślad koloru.
Zacisnął palce na tekturce.
„Co to jest?”
Wyciągnął stare zdjęcie.
Ethan dumnie jechał na ramionach lata temu na festynie powiatowym.
Potem kolejne.
Potem stos własnoręcznie zrobionych kartek na Dzień Ojca.
Jaskrawe kolory kredek.
W końcu pojawiły się wydrukowane zrzuty ekranu.
„Tato, idziesz na mój mecz?”
„Tato, proszę, odpisz.”
Miesiąc po miesiącu bez odpowiedzi.
Na dole leżała złożona notatka napisana przez Ethana.
Jordan ją rozłożył.
A potem wybuchnął.
„Ty go do tego namówiłeś?” krzyknął, obracając się w moją stronę. „Ty. Ty to zrobiłeś.”
„Nie, nie” – odpowiedziałam. „To nie ja, Jordan”.
Percy delikatnie pociągnął go za rękaw.
„Jordan, odpuść sobie. Ludzie się gapią”.
„Zamknij się, Percy”.
Zamarła.
Coś zmieniło się w jej oczach.
Cicho podniosła notatkę Ethana i przeczytała ją na głos.
„Skoro Percy jest teraz twoją prawdziwą rodziną, pomyśleliśmy, że zechcesz odzyskać te wspomnienia”.
Cały ogród ucichł, zakłócany jedynie szumem filtra basenowego.
Patrzyła na Jordana przez kilka długich sekund.
Po czym pokręciła głową.
„Nie chcę być kobietą stojącą obok ojca, który ignoruje własne dzieci”.
Zdjęła bransoletkę, którą dał jej Jordan, położyła ją na pudełku z prezentem i bez słowa wyszła przez bramę.
Patrzyłam na mojego byłego męża, mężczyznę, którego kochałam przez dwie dekady, i czułam…
Coś w końcu rozluźniło się w mojej piersi.
Ale jeszcze nie skończył.
„Ethan” – krzyknął. „Ethan, chodź tutaj”.
Ethan pozostał na trampolinie z założonymi rękami.
„Będziesz mi posłuszny! Bo inaczej…”
„Nie waż się” – przerwałam, wchodząc między nich. „Nie wolno ci podnosić głosu na te dzieci. Nie po tym wszystkim”.
„To też moje dzieci!”
Dopiero wtedy Jordan zdał sobie sprawę, że wszyscy sąsiedzi się gapią.
Wszyscy goście zamilkli.
„Wynoś się z mojej posesji, Jordan”.
Otworzył usta.
Po czym zmienił zdanie.
Odszedł, zostawiając pudełko z prezentem.
Ktoś przy grillu cicho mruknął.
Inny sąsiad powoli pokręcił głową.
Po raz pierwszy od miesięcy mogłam swobodnie oddychać.
Clark wciąż stał obok mnie.
Jego praca formalnie się skończyła.
A jednak się nie poruszył.
Nasze dłonie się otarły.
Żadne z nas nie odsunęło się.
Ethan podszedł pospiesznie.
„Jestem w porządku, kochanie”.
Clark poczekał, aż rozmowy powoli wrócą do normy.
Potem się uśmiechnął.
„Wygląda na to, że mój kontrakt oficjalnie wygasł pięć minut temu”.
Zaśmiałam się.
Spojrzał na mnie uważnie.
„Tylko jeśli chcesz”.
Policzki mi się zarumieniły.
„Miesiącami wierzyłam, że żaden porządny mężczyzna nie będzie patrzył na mnie tak, jak ty udawałeś dzisiaj”.
Clark się uśmiechnął.
„Co?”
„Nie udawałem nawet w przybliżeniu tyle, ile ci się wydaje”.
Przez chwilę mogłam tylko na niego patrzeć.
Potarł kark, nagle wyglądając znacznie mniej jak wypolerowany aktor.
Zerknęłam w stronę bramy, za którą zniknął Jordan.
Jeden mężczyzna latami przekonywał mnie, że już się nie liczę.
Drugi spędził jedno popołudnie, udowadniając, że nadal tak uważam.
Uśmiechnęłam się.
Clark podał mi ramię z przesadną nonszalancją.
Śmiąc się, podałam mu swoje.
Po raz pierwszy od bardzo dawna moje szczęście przestało być udawane.