Szepnęłam:
— Jest tam ktoś?
Oddech od razu się urwał.
Cofnęłam się i prawie potknęłam o dywanik.
Wieczorem udawałam, że nic nie wiem. Nakryłam do stołu. Postawiłam cztery talerze. Anna znowu wzięła miskę i poszła korytarzem.
Tym razem drzwi nie domknęły się do końca.
Czekałam, aż wszyscy się rozejdą. Serce biło mi tak mocno, że słyszałam je w uszach. Potem poszłam tam.
W szparze było słabe światło.
Anna mówiła łagodnie, prawie szeptem:
— Maju, jeszcze jedną łyżkę. Tylko jedną. Jestem przy tobie.
Zosia w tym czasie siedziała w kuchni z podręcznikiem.
To komu Anna dawała jeść?
Pchnęłam drzwi.
I wtedy zobaczyłam, kogo przez 3 miesiące ukrywali w moim domu za zamkniętym zamkiem…
DZIĘKUJĘ WAM, ŻE DOCZYTALIŚCIE DO TEGO MIEJSCA
CIĄG DALSZY
BLOCK 2
To była dziewczyna.
Nie gość. Nie dziecko sąsiadów. Nie jakaś krewna Anny, jak przez sekundę próbowałam sobie wmówić.
Dziewczyna miała może 15 lat. Była szczupła, z ciemnymi włosami, w za dużej bluzie. Siedziała na materacu na podłodze i obracała w dłoniach drewniany klocek. Na mnie nie patrzyła. Zastygła cała, jakby czekała, że zaraz krzyknę.
Anna stała przed nią z miską i łyżką.
W pokoju były grube zasłony, mała lampka, słuchawki na szafce, miękkie maty na ścianach. Na podłodze leżało kilka kartek z obrazkami, koc i butelka wody.
Patrzyłam na to wszystko i nie mogłam tego ułożyć w głowie. Co to było w moim domu? Dlaczego dziecko mieszkało w pokoju na końcu korytarza, a ja przez 3 miesiące chodziłam obok tych drzwi i udawałam, że nic dziwnego się nie dzieje?
— Aniu — powiedziałam.
Głos wyszedł mi obcy.
Anna powoli odstawiła miskę. Nie wyglądała na przestraszoną. Bardziej na tak zmęczoną, jakby nie miała już siły dłużej się chować.
— To Maja.
— Kto to jest Maja?
Za moimi plecami coś zaszurało.
W drzwiach stała Zosia. Bosa, w domowych spodniach, z czerwonymi oczami.
— To moja siostra, babciu.
Złapałam się framugi.
— Ty nie masz siostry.
Zosia spuściła głowę.
— Mam.
Maja podniosła wzrok dopiero na jej głos. Nie na mnie. Na Zosię. I palce trochę słabiej zacisnęły się na klocku.
— Dlaczego ja nic nie wiedziałam? — zapytałam.
Anna spojrzała na mnie tak, że sama sobie przypomniałam.
Tamten stół 5 lat temu. Moje słowa. „Cudze dziecko z problemami to krzyż”. Powiedziałam to o dziecku, którego nawet nie widziałam.
Marek wtedy wyszedł na dwór. A ja jeszcze mruczałam, że młodzi nie chcą słuchać prawdy.
— Maja jest moją córką — powiedziała Anna. — Ma autyzm. Ma duże trudności z mówieniem. Nie mówi tak jak my. Ale rozumie. Więcej, niż pani myśli.
Chciałam zapytać coś mądrego. Nie wyszło.