Bo na nie zasługiwał i szukał ich sam.
„Leo” – powiedziałam cicho.
„Nie chciałam cię skrzywdzić”.
Zacisnęłam ściereczkę kuchenną między palcami.
„Znalazłaś go?”
Jego głos osłabł.
„Nie, mamo”.
Skinęłam głową, udając, że nie czuję, jakby moje żebra się zapadały.
„Ale znalazłam jego siostrę”.
Spojrzałam ostro w górę.
„Jego co?”
„Jego siostrę. Ma na imię Gwen”.
Krótki śmiech wyrwał mi się z niedowierzania.
„Andrew nie miał siostry, kochanie”.
Wyraz twarzy Leo się zmienił.
„Mamo”.
Zatrzymałam się.
„Dobrze” – przyznałam powoli. „To skomplikowane”.
„Wiedziałaś o niej?”
„Wiedziałam, że ma siostrę” – wyjaśniłam. „Ale nigdy jej nie spotkałam. Czasami zastanawiałam się, czy ona w ogóle istnieje. Była starsza i już studiowała. Andrew mawiał, że jego rodzice zachowywali się, jakby ledwo istniała”.
„Dlaczego?”
Wydałam z siebie bezradny, cichy śmiech.
„Bo przefarbowała włosy na czarno, spotykała się z jakimś facetem z zespołu garażowego i najwyraźniej to wystarczyło, żeby ich zgorszyć na zawsze”.
To prawie go rozbawiło.
„Była czarną owcą” – powiedziałam. „A przynajmniej według Andrew. Jego matka lubiła wszystko, co eleganckie i eleganckie. Gwen nie brzmiała zbyt elegancko”.
Leo przesunął telefon po stole w moją stronę.
„Napisałem do niej”.
Zamknęłam oczy na pół sekundy.
Potem wyciągnęłam rękę.
„Pokaż mi”.
Jego pierwsza wiadomość brzmiała ostrożnie i uprzejmie, boleśnie dojrzale. Potem przyszła odpowiedź Gwen.
„O mój Boże. Jeśli twoją matką jest Heather… Muszę ci coś powiedzieć. Andrew jej nie zostawił”.
Moje palce zacisnęły się na telefonie.
„Mamo?” – wyszeptał Leo.