Nawet ja poczułam, że coś się zmienia w zimnej piwnicy.
Wbiegła po schodach tak szybko, że jej obcas krzywo uderzył o drewno.
Dwie pracownice tam zostały.
Jedna płakała cicho.
Druga w końcu się ruszyła.
Podniosła słuchawkę telefonu służbowego wiszącego na ścianie.
Ręka tak jej drżała, że na początku wybrała zły numer.
Potem spojrzała mi w twarz.
Tym razem nie pytała o pozwolenie.
O 21:08 z domu Vasseurów nadeszło wezwanie pogotowia.
Ten szczegół został później wpisany do dokumentacji medycznej.
Ten szczegół miał znaczenie.
W domu, w którym Richard próbował zatrzeć każdy dowód, minuta zanotowana przez recepcjonistkę szpitalną stała się bardziej wiarygodna niż wszystkie jego groźby.
Nie widziałem, żeby pan Antoine wszedł.
Widziałem tylko czarne buty na dole schodów, potem ciemny płaszcz, a potem pomarszczoną twarz pochyloną w moją stronę.
„Panna Hélène” – powiedział.
Nikt mnie tak nie nazywał od śmierci mojego ojca.
Chciałem mówić.
Położył dwa palce przy moim nadgarstku.
„Nie marnuj niczego. Twój ojciec miał rację”.
Za nim Marc był blady.
W jednej ręce mocno trzymał telefon, a w drugiej stary list.
Richard dotarł na szczyt schodów w białej koszuli, bez krawata, z poważną miną.
„Co to za wtargnięcie?”
Pan Antoine nie spojrzał na niego od razu.
Otworzył płaszcz i wyjął zaklejoną brązową kopertę, na której widniał jedynie podpis mojego ojca.
Ani nazwiska prawnika.
Ani logo.
Nic wyszukanego.
Tylko papier, data i podpis.
Mężczyźni tacy jak Richard często gardzą prostymi przedmiotami, bo potrzebują dekoracji, żeby czuć się potężnymi.
Pan Antoine powiedział:
„Popełnił pan błąd, panie Vasseur”.
Richard zaśmiał się.
„Nie wie pan, w czyim domu pan jest”.
„Tak”, odpowiedział pan Antoine. „Dokładnie”.
Pogotowie ratunkowe przyjechało kilka minut później.
Pamiętam chłód koca, który mi podłożyli.
Pamiętam Camille w przedpokoju, bladą, ze skrzyżowanymi ramionami, próbującą odzyskać spokój.
Pamiętam, jak Richard mówił zbyt spokojnie.
„Moja żona jest zdezorientowana. Upadła. Od kilku godzin odmawia leczenia”.
Marc uniósł telefon.
„Nie”.
Tylko jedno słowo.
Richard spojrzał na niego, jakby właśnie usłyszał mebel.
„Przepraszam?”
Marc drżał, ale trzymał się.
„Nagrałem, co pani Duval powiedziała mu na dole. Mam też wiadomości, w których zabroniłeś mu dzwonić do lekarza”.
Zapadła cisza.
Camille na sekundę przestała oddychać.
Richard wyciągnął rękę.
„Oddaj mi ten telefon”.
Pan Antoine stanął między nimi.
„Za późno”.
Resztę nocy przypominałem sobie fragmentarycznie.
Białe światło szpitalnego korytarza.