„Słuchajcie mnie uważnie, dziewczynki. Niedługo przyjdą tu mężczyźni w mundurach. Będą pytać o coś bardzo miłym głosem. Zapytają, które dzieci chcą iść zobaczyć się ze swoją mamusią. Zapamiętajcie: nieważne, jak bardzo tęsknicie, nieważne, jak bardzo chcecie płakać za matką, pod żadnym pozorem nie róbcie kroku w przód! Stójcie bezruchu. Rozumiecie?”
Andra i Tati spojrzały na siebie z lękiem. To ostrzeżenie, choć niejasne, niosło ze sobą tak wielką grozę, że dziewczynki intuicyjnie wyczuły śmiertelne niebezpieczeństwo. Skinęły głowami, obiecując dochować wierności tym słowom. Natychmiast pobiegły do Sergia, starając się wytłumaczyć mu sytuację swoim prostym, dziecięcym językiem: „Sergio, jeśli zapytają, kto chce iść do mamy, nie zgłaszaj się! To niebezpieczne!” Jednak Sergio, wycieńczony fizycznie i psychicznie brakiem rodzicielki, dostrzegł w tym jedynie ślepą nadzieję. Tak bardzo pragnął znowu poczuć matczyne ramiona, tak bardzo chciał uciec z tego piekielnego miejsca.
Kilka godzin później drzwi baraku otworzyły się z hukiem. Do środka weszła grupa oficerów SS, na czele z lekarzem będącym asystentem Mengele. Nie trzymali w rękach broni, a na ich twarzach malowały się fałszywe, wręcz upiornie łagodne uśmiechy. Stanęli przed gromadą brudnych dzieci i donośnym, ciepłym głosem ogłosili:
„Drogie dzieci, kto z was chce iść do swojej mamusi? Kto chce wrócić do domu, niech zrobi krok naprzód!”
W baraku zapadła głęboka cisza. Dla dzieci, które od miesięcy były porzucone w brudzie i głodzie, ta propozycja brzmiała jak głos z niebios. Andra i Tatiana stały nieruchomo, zaciskając dłonie tak mocno, że aż zbielały im kłykcie. Tęsknota za matką rozrywała ich małe serduszka, każda komórka ich ciał rwała się do przodu. Jednak przed oczami wciąż miały przerażoną twarz sztubowej, która uratowała je przed zgubnym impulsem.
Niestety, Sergio nie wytrzymał. Na dźwięk słowa „mama” jego oczy zabłysły niesamowitym blaskiem. Wyrwał swoją rączkę z uścisku kuzynki, ignorując fakt, że Tati desperacko szarpnęła go za ubranie. Sergio postąpił krok naprzód, a jego twarz promieniała czystą, dziecięcą radością. W ślad za nim ruszyły dziesiątki innych dzieci, ślepo wierząc w obietnice potworów o ludzkich obliczach.