Epilog: List
Trzy lata później.
Siedziałam w pokoju dziecięcym naszego nowego domu, kołysząc do snu naszą córkę, Dorothy. Na półce stało oprawione zdjęcie ze ślubu – to, które zrobił Dave Chen. Nie było to zdjęcie mnie idącej samotnie. Było to zdjęcie Nathana i mnie przy ołtarzu, z czołami przyciśniętymi do siebie, a niebieska sukienka Joanny była małą plamką koloru w ostatnim rzędzie.
Tego ranka przyszedł list pocztą. Nie było adresu zwrotnego, ale znałam pismo.
„Drodzy Sereno i Nathanie” – powiedziała moja mama napisał. „Zbliżają się trzecie urodziny Dorothy. Pracujemy z nowym terapeutą i w końcu ukończyliśmy projekt naprawczy zlecony przez dr Riverę. Wiemy, że wciąż jesteśmy na granicy. Wiemy, że wciąż zdobywamy prawo do bycia dziadkami. Ale chcielibyśmy wysłać prezent. Nie czek. Bujany fotel, który Raymond zbudował w swoim warsztacie. Mamy nadzieję, że znajdzie się na niego miejsce w twoim domu. Z miłością, Carolyn i Raymond.”
Nathan wszedł, pachnąc trocinami i miedzianym drutem. Przeczytał list przez moje ramię.
„Co o tym myślisz?” zapytałam. „Jest miejsce?”
Nathan spojrzał na naszą córkę, a potem na pusty kąt pokoju.
„Najpierw sprawdzimy okablowanie” – powiedział z lekkim uśmiechem na ustach. „Ale tak. Myślę, że znajdziemy miejsce na fotel.”
Bo w architekturze prawdziwej rodziny zawsze jest miejsce na nowy fundament, jeśli tylko jesteś gotów podjąć się tej pracy.