Léa zamrugała.
„Tak, cóż… to skomplikowane. To nasz dom rodzinny”.
„Nie” – powiedziała Camille.
Wszyscy odwrócili się, żeby na nią spojrzeć.
Jej głos był cichy, ale każde słowo miało znaczenie.
„Dom rodzinny to coś, co rodzina buduje razem. Kupiłam ten, kiedy tata stracił twój.”
Léa zacisnęła zęby.
„Naprawdę zamierzasz mnie upokorzyć przed wszystkimi?”
Camille spojrzała na podróżnych, policjantów, korytarz, drzwi, które zatrzasnęły jej się przed nosem.
„Zostawiłaś mnie przed moim własnym domem. Sama zaczęłaś to upokorzenie.”
W tym momencie przed domem gwałtownie zatrzymał się szary SUV. Monique Delmas wysiadła w płaszczu, z luźno związanymi włosami i wilgotnymi oczami. Bernard szedł za nią, z czerwoną twarzą i sztywnymi ramionami, jak człowiek gotowy wybuchnąć gniewem, byle tylko uniknąć strachu.
Monique minęła Camille, nie dotykając jej.
Pobiegła w stronę Léi.
„Kochanie, co się dzieje?”
„Kochanie.”
Camille odebrała te dwa słowa jak powolny policzek. Leżała na śniegu całą noc. Jej siostra natomiast była trzymana w ramionach matki.
Léa natychmiast zaczęła płakać.
„Camille chce mnie zniszczyć. Sprowadziła policję”.
Bernard zwrócił się do swojej najstarszej córki.
„Zwariowałaś? Rozstrzygasz takie sprawy na oczach obcych?”
Major odpowiedział, zanim zdążyła.
„Jesteśmy tu z podejrzeniem oszustwa, fałszerstwa, kradzieży tożsamości i nieautoryzowanego wynajmu”.
Bernard uniósł rękę, jakby chciał machnąć ręką.
„To sprawa rodzinna”.
Camille wpatrywała się w niego.
„Nie. Sprawą rodzinną jest zapomnienie o urodzinach. Podrobienie mojego podpisu to przestępstwo”.
Twarz Bernarda ledwo znieruchomiała. Tylko na ułamek sekundy. Ale Camille to dostrzegła. Tę krótką pauzę, gdy szukał wersji prawdy, która najmniej go zaboli.
„Podpisałem to, o co prosiła mnie Léa” – powiedział. „Nie wiedziałem”.
„Złożyłeś zeznania jako świadek na pozwoleniu na budowę domu, który do ciebie nie należy”.
„To był tylko kawałek papieru”.
Camille parsknęła ponurym śmiechem.
„Powinno być wygrawerowane na herbie rodzinnym”.
Monique zadrżała.
„Camille, nie bądź okrutna”.
Camille powoli odwróciła głowę w jej stronę.
„To okrutne wiedzieć, że twoja córka jest na zewnątrz w środku burzy i nie otwiera drzwi”.
Monique spuściła wzrok.
Bernard prychnął:
„Jesteś w wojsku. Dasz radę znieść zimno”.
Długopis majora zatrzymał się na notatniku.
Nawet Léa przestała płakać.
To zdanie wisiało w drzwiach, potworne.