Alexandre poczuł, jak powietrze się dusi, jakby tonął we własnym luksusowym domu.
„Od kiedy…?”
„Odkąd mama wyrzuciła ją z pokoju”.
Zapadła nieznośna cisza. Alexandre zamknął na chwilę oczy, mając nadzieję, że to koszmar. Ale kiedy je otworzył, rzeczywistość wciąż tam była: garaż, obskurny materac i jego synowie, przedkładający beton nad wygodę, by nie zostawić w spokoju tego, który naprawdę ich kochał.
„Dlaczego nic mi nie powiedziałeś…?” Jules spojrzał na niego z powagą, przerażającą jak na czterolatka.
„Bo mama powiedziała, że jeśli Louise będzie narzekać, odejdzie na zawsze. A jeśli odejdzie… kto się nami zaopiekuje, kiedy będziemy się bać w nocy?”
Alexandre spojrzał na tę kobietę, Louise, która poświęciła swój odpoczynek i godność, żeby zostać z nimi. Zdał sobie sprawę, że jego własny dom skrywa potworną tajemnicę. Louise, wyczuwając jego obecność, otworzyła oczy. Na jej zmęczonej twarzy malował się wstyd i strach.
„Proszę pana… Przepraszam…” zaczęła.
„Louise… proszę mi wszystko opowiedzieć. Jak długo to już trwa?” Zawahała się, spojrzała na dzieci, a potem westchnęła:
„Dziewięć nocy, proszę pana”.
Dziewięć nocy. Przez dziewięć nocy jej synowie przemierzali dom w ciemności, boso po marmurowej posadzce, żeby dotrzeć do garażu. A powód, który miała mu podać, przemieniłby jego smutek w czarną wściekłość, jakiej nigdy wcześniej nie czuł.
Nie mógł uwierzyć w to, co miało się wydarzyć…
CZĘŚĆ 2 Madame Louise wzięła głęboki oddech, drżącymi dłońmi nerwowo wygładzając fartuch, którego nie zdjęła.
Kontrast był uderzający: zaledwie kilka metrów dalej stał samochód wart ponad 150 000 euro, a tam, na tym materacu, którego nawet schronisko dla zwierząt by nie przyjęło, leżała dożywotnia lojalność.
„Wszystko zaczęło się dwa tygodnie temu, panie de Villeroy” – zaczęła głosem zdławionym emocją. „Madame Isabelle zdecydowała, że nie mam już miejsca w pokoju dla służby na drugim piętrze. Powiedziała, że chce przekształcić to miejsce w dodatkową garderobę dla swojej kolekcji torebek”.
Alexandre stał nieruchomo, z wbitym wzrokiem. Mgliście pamiętał, jak Isabelle wspominała o „remoncie” mającym na celu optymalizację przestrzeni, ale nigdy nie wyobrażał sobie, że będzie to wiązać się z wyrzuceniem człowieka na ulicę, a co gorsza, zsyłaniem go do piwnicy.