„Odbierz” – powiedziała cicho Clara. „I tym razem nie rób ze mnie wygodnej wymówki”.
Diego spojrzał na ekran. Mama. Samo to słowo wystarczyło, by zmienić jego wyraz twarzy. Przy innych potrafił być stanowczy, a nawet opryskliwy. Przy Doñi Mercedes znów był synem, który bał się ją rozczarować.
Odebrał.
„Tak, mamo”.
Głos Doñi Mercedes był wyraźny.
„Wyszłaś już? Obiad prawie gotowy. Laura też idzie. I nie zapomnij o Mercadonie i aptece”.
Diego wziął głęboki oddech.
„Mamo, idę sam”.
„Sam? Co masz na myśli, mówiąc sam?”
„Clara nie idzie”.
„Co jej teraz jest?”
Diego spojrzał na żonę. Przez chwilę Clara widziała, jak szuka wymówki: ból głowy, praca, zmęczenie, cokolwiek, co uspokoiłoby wszystkich oprócz niej.
„Nic jej nie jest” – powiedział. „Nie chce iść”.
„Podaj mi ją”.
Clara wzięła telefon.
„Mercedes, nie idę, bo nie chcę wracać do domu, w którym będę upokarzana szeptem, a potem nazywana „serdecznością”. Nie chcę siedzieć w kuchni i sprzątać, podczas gdy ty będziesz komentować, jaka byłam szybsza w moim wieku. Nie chcę siedzieć przy stole, gdzie mój mąż słucha i patrzy w inną stronę”.
Doña Mercedes chwilę zwlekała z odpowiedzią.
„Nie masz wstydu”.
„Nie. Wstydziłam się latami. Dzisiaj osiągnęłam swój limit”.
Teściowa poprosiła o rozmowę z Diego.
„Jeśli przyjedziesz bez niej, wiem, kto rządzi w twoim domu” – powiedziała.
Diego zamknął oczy.
„Mamo, jadę sam. I nie będziemy tak rozmawiać o Klarze”.
Doña Mercedes się rozłączyła.
Diego stał nieruchomo.
„No i co. Jest obrażona”.
„Ona też była obrażona, kiedy ja tam chodziłem. Różnica jest taka, że wcześniej to ja wracałem załamany”.
„Diego pojechał sam do miasteczka niedaleko Castellón. Zatrzymał się w Mercadonie, wziął lekarstwa, posprzątał patio, przeniósł rzeczy ze schowka i sprawdził kran.
Klara została w Walencji.
Na początku czuła się winna. Stare, lepkie, wyuczone poczucie winy. Potem poszła na spacer, kupiła owoce i usiadła na tarasie. Nikt jej nie pytał, dlaczego się nie uśmiecha. Nikt jej nie tłumaczył, jaka powinna być dobra żona.
Diego wrócił o zmierzchu.
Siedział w kuchni, nie zdejmując marynarki.
„Moja matka powiedziała, że stałeś się arogancki. Laura powiedziała, że jeśli kobieta nie wspiera męża, coś jest nie tak z tym małżeństwem. A potem moja matka powiedziała, że powinnam była od początku wyznaczyć ci granice”.
Klara wpatrywała się w niego.
„A ty?”
„Na początku milczałam”.
„Oczywiście”.