Kiedy najbardziej wyśmiewany chłopak w szkole zaprosił mnie na bal maturalny, wszyscy się śmiali – łącznie z moim dominującym starszym bratem. Myślałam, że najtrudniej będzie przetrwać upokorzenie. Potem, pod koniec naszej zabawy, Theo podał mi czerwoną teczkę i wyszeptał: „Twój brat cię okłamuje”.
Zawsze myślałam o ostatniej klasie liceum jako o mecie, miejscu, w którym w końcu prześcignę cień, jaki mój starszy brat rzucał na każdy mój wybór.
Tego ranka, stojąc przy swojej szafce, szczerze wierzyłam, że najgorszą częścią mojego dnia będzie niezapowiedziana kartkówka z rachunku różniczkowego i całkowego.
Wtedy go zobaczyłam.
Theo przeszedł przez korytarz i skierował się prosto w moją stronę.
Zawsze myślałam o ostatniej klasie liceum jako o mecie.
Jego aparat ortodontyczny błysnął światłem, gdy próbował się uśmiechnąć.
Jego ręce się trzęsły.
„Eliza” – powiedział. „Cześć”.
„Cześć, Theo”.
„Ja, yyy. Chciałem cię o coś zapytać. Zanim stracę odwagę”.
Cały korytarz zdawał się zwalniać.
Jego ręce drżały.
Czułam, jak ludzie się odwracają, telefony unoszą się w górę, a powietrze wokół nas robi się gęstsze.
„Dobrze” – powiedziałam cicho.
„Pójdziesz ze mną na bal maturalny?”
Cisza przerodziła się w śmiech.
Głośny, ostry, okrutny śmiech, który odbijał się od szafek.
Chłopak przy fontannie zgiął się wpół.
Cisza przerodziła się w śmiech.
Uśmiechnęłam się do Theo i starałam się ignorować wszystkich innych.
„Zapraszasz mnie na bal maturalny? To takie słodkie z twojej strony”.
Podrapał się po karku.
„Zawsze byłeś dla mnie miły i myślałam… miałam nadzieję…”
Ktoś zagwizdał.
Zanim zdążyłam powiedzieć cokolwiek, poczułam dłoń na łokciu.
Uśmiechnęłam się do Theo i starałam się ignorować wszystkich innych.
Moja najlepsza przyjaciółka, Chloe, pojawiła się u mojego boku.
Uśmiechnęła się fałszywie do Theo. „Dasz nam chwilę?”
Zanim zdążył odpowiedzieć, odciągnęła mnie o dwa kroki.
„Chloe, co ty robisz?” wyszeptałam.
„Powstrzymujesz mnie przed popełnieniem wielkiego błędu. Chciałaś się zgodzić, prawda?”
„Theo jest słodki. Czemu nie miałabym iść z nim na bal maturalny?”
„Miałaś się zgodzić, prawda?”
„Eliza, nie mówisz serio” – syknęła.
„Dlaczego nie?”
„Bo Marcus się wkurzy. Wiesz, jaki on jest. Biedne dzieciaki. Kujony. Każdy, kto nie jest na jego liście”.
Miała rację.
Mój brat, Marcus, dbał o wygląd, jakbyśmy byli potomkami rodziny królewskiej.
Nie pochwalałby mojego pójścia na bal maturalny z Theo.