22-latka została zmuszona przez macochę do łóżka z jednym ze swoich wspólników i desperacko uciekła samochodem nieznajomego… ale ta tragiczna chwila zmieniła jej życie na zawsze…
Nie wiedziała, komu otworzyła drzwi.
„Czy ktoś widział tę dziewczynę?”
„Nie, proszę pani. Myślę, że uciekła boczną drogą”.
Tej nocy deszcz nie tylko padał.
Uderzał o ziemię, jakby samo niebo było rozgniewane.
Elena Vargas wytoczyła się z błotnistej ścieżki za rezydencją, bosa, z krwawiącymi kostkami, a podarta srebrna sukienka kleiła się do jej drżącego ciała. Jej włosy opadały mokrymi pasmami na twarz. Na policzku, w miejscu, gdzie uderzył ją pierścionek macochy, palił ją ciemny siniak.
Nie uciekała w poszukiwaniu schronienia.
Uciekała, bo koszmar tej rezydencji wciąż miał ręce, głosy, pieniądze i mężczyzn, którzy jej szukali.
Za nią, między drzewami, światło latarki przecinało deszcz.
Elenie zaparło dech w piersiach.
Usłyszała, jak ktoś woła jej imię.
Nie ze strachu.
Z opętania.
„Eleno! Wracaj tu, zanim będzie gorzej!”
Jej macocha, Isabel Vargas, nigdy nie krzyczała, chyba że traciła panowanie nad sobą. A dziś wieczorem Elena zrujnowała najważniejszą transakcję w życiu Isabel.
Wszystko dlatego, że Elena nie chciała być traktowana jak zapłata.
Godzinę temu Isabel uśmiechnęła się do swoich gości, zimnymi palcami poprawiła Elenie naszyjnik i szepnęła jej do ucha, że pan Ambrose jest hojnym człowiekiem, wystarczająco potężnym, by uratować rodzinny interes.
Potem Isabel wepchnęła ją do sypialni na piętrze, zamknęła drzwi od zewnątrz i zostawiła Elenę samą z mężczyzną, który mógłby być jej dziadkiem.
Kiedy Elena stawiała opór, Isabel uderzyła ją tak mocno, że pokój zawirował.
Kiedy Elena płakała, Isabel powiedziała jej, że wdzięczność brzmi lepiej w ciszy.
A kiedy staruszek sięgnął po kieliszek wina stojący przy łóżku, Elena zobaczyła okno łazienki.
Nie pomyślała.
Uciekła.
Teraz burza pochłonęła jej krzyki, gdy wyskoczyła na pustą ulicę.
Nagle w oddali pojawiły się dwa reflektory.
Z ciemności wyłonił się czarny samochód, szybki i cichy, z sykiem opon na zalanym asfalcie.
Elena stanęła na środku drogi i uniosła obie ręce.
„Proszę… zatrzymać… proszę…”
Hamulce zapiszczały.
Samochód zjechał na bok i zatrzymał się tak blisko, że ciepło bijące z maski musnęło jej kolana.
Przez straszliwą sekundę nikt się nie ruszył.
Wtedy Elena rzuciła się do okna pasażera i zaczęła walić w nie obiema rękami.
„Pomocy! Błagam cię! Nie zostawiaj mnie tu!”