Część 2 – Prawda, której Gabriel nigdy nie powinien poznać
U Mai Anca prawie nie spała.
David budził się co godzinę, a Ilinca spała zwinięta w kłębek obok niej, jedną ręką ściskając bluzkę matki.
Za każdym razem, gdy zamykała oczy, słyszała to samo zdanie:
„Jutro rano Gabriel dowie się, kogo tak naprawdę wyrzucił z tego domu”.
Nie rozumiała.
Co to mogło znaczyć?
Mieszkanie należało do Gabriela. Przynajmniej tak jej się zawsze wydawało.
A może jednak nie?
O szóstej trzydzieści rano zawibrował jej telefon.
To była Elena.
— Anca, nie śpisz?
— Tak.
— Nie wracaj jeszcze do domu. Zostań z dziećmi u Mai.
Anca wstała z łóżka.
— Mamo, co się dzieje?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Dwadzieścia osiem lat temu, kiedy wyszłam za mąż za ojca Gabriela, to mieszkanie nie istniało.
Anca zamilkła.
— Mój mąż kupił stary dom i na tej działce zbudował apartamentowiec, w którym teraz mieszkasz. Ale ta działka… nigdy nie była jego.
— Więc czyja?
Elena wzięła głęboki oddech.
— Moja.
Anca poczuła, jak drętwieją jej palce.
— Co masz na myśli?
— Odziedziczyłam ją po rodzicach. Kiedy wybudowano apartamentowiec, zgodziłam się dać mężowi prawo do budowy, ale pod jednym warunkiem.
— Jakim warunkiem?
— Mieszkanie, w którym mieszka Gabriel, miało pozostać moje. Sporządziłam dokumenty, zanim się urodził.
Anca ledwo oddychała.
— Ale… Gabriel zawsze mi powtarzał, że to mieszkanie jest jego.
— Wiem.
— Dlaczego nigdy mu nie powiedziałaś?
Elena odpowiedziała po kilku sekundach:
— Bo miałam nadzieję, że pewnego dnia stanie się mężczyzną, na którego go wychowałam. Myślałam, że jeśli dam mu wszystko zbyt łatwo, nigdy nie zrozumie, ile to jest warte.
Anca zakryła usta dłonią.
— A teraz?
Głos Eleny się załamał.
— Teraz rozumiem, że nie muszę już czekać.
W tym samym czasie w mieszkaniu Gabriel robił kawę.
Był przekonany, że w końcu zaznał spokoju.
Jego telefon wibrował na stole.
Wiadomość od Petry:
„Rozwiązałaś to?”
Gabriel uśmiechnął się.
„Tak. Wyszła.”
Nie zauważył, że Elena weszła do kuchni.
— Dzień dobry, mamo.
Kobieta nie odpowiedziała.
Położyła na stole grubą teczkę.
— Co to jest?
— Powód, dla którego nie jesteś już właścicielką tego mieszkania.
Gabriel się roześmiał.
— Zaczynasz od nowa?
— Nie.
Elena otworzyła teczkę.
— Dokończę.