Ciąg dalszy historii

Anna nawet nie zdążyła go zatrzymać. — Marek, poczekaj — — Nie — już zakładał kurtkę. — Za długo przymykałem oczy. Dwadzieścia minut później stali pod drzwiami mieszkania Klary. Tym razem były zamknięte. Marek nacisnął dzwonek. Raz. Drugi. Trzeci — dłużej, natarczywie. Drzwi otworzyły się gwałtownie. — Co tak dzwonicie?! — Klara wyglądała na zirytowaną, ale widząc ich twarze, od razu się spięła. — Co się stało? Marek bez słowa podał jej telefon. — Co to jest? Rzuciła okiem… i zbladła. — Marek, mogę wyjaśnić — — Wyjaśnij — powiedział cicho. Zbyt cicho. — To… inwestycja w siebie. Szansa. Ja… chciałam zacząć nowe życie — — Za nasze pieniądze? — przerwała Anna. — Wy nic nie rozumiecie! Wygląd to kapitał! Oddałabym wszystko! — Jak? — Marek zrobił krok do przodu. — Jak oddałaś cokolwiek wcześniej? Klara milczała. — Skłamałaś — ciągnął. — Zmusiłaś matkę do kłamstwa. Wykorzystywałaś dziecko, żeby nas nacisnąć. — Nie wykorzystywałam! — wybuchła. — Ja po prostu… skorzystałam z szansy! — To się nazywa inaczej. Z pokoju wyjrzała Emilka. — Mamo?.. Anna uśmiechnęła się do niej łagodnie: — Wszystko dobrze, kochanie. Idź proszę do pokoju. Dziewczynka posłusznie zniknęła. Marek zamknął oczy na chwilę. — Pieniędzy nie będzie. Klara drgnęła, jakby dostała policzek. — Co?! Nie możesz tak zrobić!