Część 1: Gorączkowa przysługa
Telefon Rachel zadzwonił dokładnie o 18:40 w piątkowy wieczór. Jej głos był wysoki, napięty i nerwowy, ale szczerze mówiąc, nie było to niczym niezwykłym dla mojej starszej siostry. Rachel żyła w ciągłym, wibrującym rytmie sztucznie wywołanych kryzysów i nagłych wypadków w ostatniej chwili.
„Jess, proszę, powiedz, że jesteś w domu” – powiedziała Rachel, gdy tylko odebrałam, a w tle przez Bluetooth w jej samochodzie słychać było ryk agresywnego ruchu ulicznego.
„Jestem w domu” – odpowiedziałam, odkładając książkę, którą czytałam. „Co się stało? Brzmisz na zestresowaną”.
„Jestem tak zestresowana, że mogłabym krzyczeć” – prychnęła głośno. „Możesz dziś zaopiekować się Loganem? Tylko na noc. Szef właśnie rzucił mi na biurko ogromną prezentację, którą muszę oddać w poniedziałek, i muszę iść do biura, żeby zarwać noc z zespołem. Odbiorę go rano”.
„Oczywiście” – powiedziałam bez wahania.
Logan był moim siedmioletnim siostrzeńcem i absolutnym światłem mojego życia. Był słodkim, spostrzegawczym i cichym dzieckiem, które uwielbiało rysować misterne rysunki smoków i superbohaterów i zawsze pamiętało, żeby mówić „proszę” i „dziękuję”. Uwielbiałam go. Biorąc pod uwagę moje własne długie, bolesne i ostatecznie nieudane zmagania z niepłodnością w ciągu ostatnich pięciu lat, Logan był dla mnie kimś najbliższym dziecku. Ceniłam każdą chwilę, którą mogłam z nim spędzić.
„Dzięki Bogu. Jesteś moim wybawcą” – westchnęła ciężko Rachel. „Jestem dziesięć minut drogi stąd. Jestem ci bardzo winna”.
Kiedy Rachel wysadziła go dwadzieścia minut później, nawet nie wyłączyła silnika swojego ciężko zapakowanego sedana. Praktycznie wbiegła na chodnik przed domem, wcisnęła mi w ramiona jego wyblakły plecak Spider-Mana i pochyliła się, żeby szybko pocałować go w czubek głowy.
„Bądź grzeczna dla ciotki Jess” – poleciła, nie czekając na odpowiedź. Spojrzała na mnie, nerwowo błądząc wzrokiem po ganku. „Zjadł już kolację. Do dziewiątej. Nie pozwól mu siedzieć do późna przed filmami”.
„Rachel, wszystko w porządku?” – zapytałam, zauważając cienie pod oczami i dziwny, sztywny sposób, w jaki trzymała się za ramiona. „Wyglądasz na wyczerpaną”.
„Nic mi nie jest, Jess. To tylko stres w pracy. Naprawdę muszę iść” – powiedziała nagle.
Odwróciła się na pięcie i pobiegła z powrotem do samochodu. Nie obejrzała się, wyjeżdżając z mojego podjazdu, przyspieszając nieco za szybko na podmiejskiej ulicy.
Odepchnęłam niepokój i uśmiechnęłam się do Logana, który stał na wycieraczce, ściskając swojego ulubionego pluszowego rekina. „Finn”.
„No cóż, panie Logan” – powiedziałam radośnie, zamykając drzwi wejściowe. „Wygląda na to, że jesteśmy tylko we dwoje. Może grillowany ser i kreskówka?”
Jego twarz rozjaśnił delikatny, szczery uśmiech. „Możemy obejrzeć nowego Spider-Mana?”