Córka dzwoniła, gdy leżałam pod ostrym szpitalnym światłem, z mocno owiniętymi żebrami, lewą ręką unieruchomioną w temblaku, z zaschniętą krwią wciąż przylepioną do linii włosów. Jej głos brzmiał pogodnie, niemal podekscytowany, jakby zapowiadała miesiąc miodowy.
„Tato, jutro wychodzę za mąż, więc nie przychodź. Aha, i twój dom i samochód są sprzedane. Pa.”
Przez trzy długie sekundy słyszałam tylko powolny dźwięk monitora obok mnie.
Potem odpowiedziałam: „Dobrze, Claro. Ale zapomniałaś o jednym”.
Zawahała się. „O czym ty mówisz?”