Cieszcie się muzyką, póki trwa.
Policja przyjechała, zanim pokroiła tort weselny.
Początkowo goście myśleli, że to część rozrywki. Ludzie odwracali się z uniesionymi kieliszkami szampana, uśmiechając się, gdy dwóch funkcjonariuszy weszło za detektyw Moralesem i Denise Park. Skrzypkowie grali jeszcze przez pięć sekund, zanim przestali.
Victor zrobił krok naprzód, wściekły. „To prywatna impreza”.
Detektyw Morales spojrzał tuż obok niego. „Clara Whitaker?”
Czar odpłynął z twarzy Clary.
Wjechałem za nimi na wózku inwalidzkim, z jedną ręką w temblaku, zabandażowanym czołem, w jedynym garniturze, jaki Denise zdołała szybko dostarczyć. W sali balowej zapadła cisza, jakiej żadna orkiestra nie przetrwałaby.
Clara wyszeptała: „Tato?”
Victor zaśmiał się, ale załamał się w połowie. „To żałosne”.
„Nie” – odpowiedziałem. „Żałosne było sfałszowanie pełnomocnictwa z niewłaściwą drugą literą imienia”.
Denise otworzyła teczkę. Jej głos pozostał spokojny, ostry, bezlitosny.
„Nieruchomość pod adresem Maple Ridge 114 należy do Funduszu Powierniczego Rodziny Whitaker. Wszelkie próby przeniesienia własności bez zgody powiernika są nieważne. Domniemany nabywca jest bezpośrednio powiązany z panem Victorem Hale’em poprzez dokumentację biznesową. Przeniesienie własności pojazdu opierało się na sfałszowanym raporcie o niezdolności do pracy. Próba wypłaty środków z banku została zarejestrowana na nagraniach z monitoringu. Podpis pani Whitaker-Hale widnieje na trzech fałszywych dokumentach”.
Po sali balowej rozeszły się szepty. Telefony uniosły się w powietrze.
Clara odwróciła się do Victora. „Mówiłeś mi, że to legalne”.