Isabella bez drżenia wzięła plastikowy długopis w palce.
Diego spojrzał na nią tak, jak mężczyzna patrzy na żmudną formalność.
Dla niego nie był to już koniec małżeństwa, ale operacja porządkowa przed debiutem giełdowym.
Stary wstyd, który wymazywał.
Bezwartościowy szczegół, który skreślał ze swojej biografii.
Podpisała się na dole ostatniej strony, odłożyła długopis, a następnie spokojnie przesunęła teczkę na środek stołu.
Odgłos papieru uderzającego o drewno rozbrzmiał w pokoju niczym trzask drzwi.
Diego uśmiechnął się natychmiast, z ulgą, niemal euforią.
Wziął od niej czarną kartkę i przysunął ją bliżej, jakby nagradzał potulne zwierzę.
Camila w końcu podniosła wzrok znad telefonu, zadowolona.
Prawnik Robles z kolei nie drgnął.
Już wiedział, że coś przeoczył.
Isabella spojrzała na kartkę na sekundę, a potem odgarnęła ją opuszkami palców.
„Nie chcę twoich pieniędzy ani samochodu” – powiedziała cicho.
Diego zaśmiał się krótko i sucho.
„Oczywiście.
Godność w ostatniej chwili.
To prawie dotykalne”.