W przestronnym salonie starego domu, który Lina odziedziczyła po babci, Anton z irytacją rzucił swoje elektroniczne bilety na stół. Grudniowe słońce wpadało przez wysokie okna, oświetlając odrestaurowany sufit ze stiuku – efekt wielomiesięcznej pracy Liny.
„Już jadą! Moi rodzice przyjeżdżają na Nowy Rok, więc będziemy musieli zrobić miejsce” – oznajmił władczo, nawet nie odrywając wzroku od telefonu.
Lina zamarła z filiżanką kawy w dłoniach. Gorąca ceramika parzyła jej palce, ale tego nie zauważyła.
— Czekaj… zaprosiłeś ich, żeby u nas zostali na dwa tygodnie, nawet mi o tym nie mówiąc?
Anton machnął ręką, jakby odganiał irytującą muchę:
„No i o czym tu dyskutować? Rodzina to rzecz święta. Mama od dawna chciała zobaczyć, jak tu wszystko odnowiłeś”.
Ostatnie słowa wypowiedział z ledwo dostrzegalną drwiną, a Lina poczuła, jak wzbiera w niej fala oburzenia.
***
Lina z hukiem rzuciła filiżanką o stół, aż kawa rozlała się na drewnianą powierzchnię. Anton skrzywił się z niezadowolenia.
— Uważaj! To antyk.
„Którą odrestaurowałam własnymi rękami” – przypomniała mu cicho Lina, ale Anton już wrócił do telefonu.
Trzy lata temu, po śmierci babci, Lina odziedziczyła ten dom – niegdyś wystawną rezydencję z początku XX wieku, obecnie zrujnowaną budowlę. Wszyscy próbowali ją odwieść od szalonego pomysłu jej renowacji, ale Lina, młoda architektka o błyskotliwym oku, dostrzegła w łuszczących się ścianach przyszłe arcydzieło.
Zainwestowała wszystkie oszczędności, zaciągnęła pożyczki i pracowała w weekendy na budowie razem z robotnikami. Anton wtedy tylko wzruszył ramionami – był zadowolony z wynajętego mieszkania. Ale kiedy dom został odmieniony, bez wahania się wprowadził, opowiadając znajomym, jak „my” odbudowaliśmy rodzinne gniazdo.
„Twoja matka znowu będzie krytykować każdy szczegół” – Lina próbowała dotrzeć do męża. „Pamiętasz, jak ostatnio spędziła godzinę, tłumacząc, że niebieskie zasłony w sypialni są w złym guście?”
„Mama po prostu się o nas martwi. Chce dla nas jak najlepiej”.
Galina Pietrowna, matka Antona, naprawdę zawsze pragnęła tego, co najlepsze. Wiedziała lepiej niż ktokolwiek inny, jaką żonę powinien mieć jej syn – domową, wyluzowaną i pozbawioną ambicji. Od pokoleń kobiety w rodzinie Antona żyły według niepisanej zasady: mąż jest żywicielem rodziny, żona gospodynią domu. Galina Pietrowna odebrała otwarcie przez Linę własnej pracowni architektonicznej jako osobistą zniewagę.
„Za pięć dni mam prezentację projektu centrum kultury” – powiedziała Lina, podejmując ostatnią próbę. „To kluczowy kontrakt dla mojego studia. Potrzebuję ciszy i spokoju”.