CZĘŚĆ 1
Uderzenie siostry uderzyło w jadalnię z taką siłą, że wszystkich 48 gości jednocześnie wstrzymało oddech.
Camille Delmas przez chwilę stała nieruchomo, z wykrzywionym policzkiem, wciąż ściskając w palcach srebrną tacę. Wokół niej, żyrandole rodzinnego domku w Megève, rozświetlały kryształowe kieliszki, biżuterię i wyrafinowane, lśniące uśmiechy ludzi, którzy potrafili patrzeć na upokorzenie bez mrugnięcia okiem.
Wszystko zaczęło się od prostego gestu.
Jej matka, Anne, poprosiła ją, żeby przed toastem obeszła gości dużym bordeaux. Jak zawsze, Camille się zgodziła. W tym domu to ona zajmowała się porządkami, płaciła, gdy czegoś brakowało, uśmiechała się, gdy nie było jej na zdjęciach.
Mężczyzna stojący przy kominku nagle się cofnął. Jego ramię uderzyło Camille w ramię. Taca się przewróciła. Czerwone wino rozlało się na satynową sukienkę jej siostry Eleanor w kolorze kości słoniowej. Eleanor stała na środku pokoju, jakby cały świat miał się przed nią rozstąpić.
Eleanor spojrzała w dół. Plama rozlała się po materiale.
„Nie…”
Camille nie zdążyła dokończyć.
Dłoń Eleanor cofnęła się.