Ból nagle przeszył ją na wylot, suchy i piekący. Kieliszek potoczył się po podłodze do stóp krzesła. Nikt nie schylił się, żeby go podnieść.
„Nie możesz być ostrożna?” warknęła Eleanor. „Nawet nalewanie wina jest dla ciebie zbyt skomplikowane?”
Anne podbiegła, ale nie do Camille.
Złapała sukienkę w palce, tłumiąc okrzyk.
„Kochanie… ta sukienka przyjechała z Paryża, była szyta na miarę”.
Camille powoli uniosła dłoń do policzka.
„Mamo, to nie ja. Zostałam zepchnięta”.
Mężczyzna przy kominku otworzył usta, zawstydzony, ale Anne przerwała mu spojrzeniem.
„Camille, przeproś”.
„Za policzek?”
Cisza stała się cięższa niż śnieg za drzwiami balkonowymi.
Éléonore uśmiechnęła się lekko, pogardliwie.
„No i masz. Zawsze ofiara”.
Camille rozejrzała się za ojcem. Gérard Delmas stał przy barze, nienagannie ubrany w granatową marynarkę, ze szklanką whisky w dłoni. Przez chwilę wciąż myślała, że zamierza interweniować. Że powie wszystkim, że jego córka nie jest służącą. Że pamięta, że istnieje jako coś więcej niż tylko konto bankowe.
Odstawił szklankę.
Przeszedł przez pokój.
Potem minął Camille, nie patrząc na nią, podszedł do dużych drzwi wejściowych i je otworzył.
Do domku wdarło się lodowate powietrze.
„Powinnaś wyjść” – powiedział.
Camille wpatrywała się w ojca. Potem w matkę. Potem na siostrę, która już wycierała sukienkę, jakby właśnie coś wygrała.
Postawiła tacę na stoliku w salonie.
Jej palce nie drżały.
W tym momencie coś w niej przestało domagać się miejsca u rodziny, która zawsze sprzedawała jej miłość za cenę jej godności.
Wyszła bez słowa.
Drzwi za nią cicho się zamknęły.
Ale w jej torbie telefon już wibrował: pojawiła się krótka i zimna wiadomość od jej prawnika.
„Dokumenty, o których przygotowanie prosiłaś mnie pięć lat temu, są nadal ważne”.
CZĘŚĆ 2
Camille siedziała w samochodzie z wyłączonym silnikiem, podczas gdy przednia szyba pokryta była śniegiem. Przez okna domku letniskowego obserwowała, jak wieczór się przedłuża. Jej matka pocieszała Éléonore. Ojciec znów uniósł kieliszek. Nikt nie wyglądał na zewnątrz.
Potem odpaliła silnik.
W swoim mieszkaniu w Lyonie nie płakała. Otworzyła sejf ukryty za obrazem, który jej matka zawsze uważała za „zbyt zimny”. W środku: akty notarialne, umowy, klauzule dotyczące miejsca zamieszkania, inwestycje, gwarancje.
Chalet Megève nie należał do Gérarda.
Należał do Camille.
Butiki Éléonore istniały tylko dlatego, że Camille zainwestowała w nie 600 000 euro. Z klauzulami natychmiastowego zwrotu w przypadku poważnego wykroczenia, nadużycia, szkody dla reputacji lub oszustwa.
O 1:12 zadzwoniła do Maître Valence.
— Wszystko aktywować. Zgodnie z przepisami.
— Wypowiedzenie umowy najmu?
— 30 dni.
— Audyt firm Eleanor?
— Zakończone. Konta zamrożone od jutra rano.
Zapadła cisza.