
Piotr odszedł, zostawiając w przedpokoju zapach tanich papierosów i garść drobnych monet na stoliku. Zofia długo siedziała na podłodze, patrząc na rozlaną kawę. Nie mogła się poruszyć. Nie płakała — tylko spokojnie oddychała, próbując poskładać myśli. Początkowo wierzyła, że wróci wieczorem, przeprosi jak dawniej, z potarganymi włosami i skruszonym uśmiechem. Ale minął dzień, drugi, trzeci. Cisza. Olga zadzwoniła tylko raz: — Piotr jest u mnie — powiedziała chłodno. — Jest w szoku po twojej zdradzie. Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa. Zofia nie odpowiedziała. Tydzień później, pewnego cichego wieczoru, otworzyła laptopa i kupiła bilet do Pragi. Bez wahania. Na próbę, na trzy miesiące, ale w głębi duszy wiedziała już, że nie wróci. Ostatnie dni w mieszkaniu były dziwnie puste. Stopniowo znikały rzeczy: walizka, laptop, kilka książek. Resztę zostawiła — nawet kubek z napisem „Love is coffee”. Niech zostanie tu jako wspomnienie. Klara czekała na nią na lotnisku. Wiatr targał jej jasne włosy i po raz pierwszy od dawna Zofia poczuła nie niepokój, lecz lekkość. — No i jesteś — przytuliła ją Klara. — Już myślałam, że się nie odważysz. — Odważyłam się — odparła cicho Zofia. — Po wszystkim… inaczej się nie dało. Życie zaczęło się układać na nowo. Praca szła świetnie, współpracownicy przyjęli ją jak starą znajomą.