Założyłam sukienkę na bal maturalny, bo chciałam mieć jeden wieczór, w którym nie będę musiała się chować. Kiedy cała szkoła się śmiała, a mój chłopak przyznał, co zrobił za moimi plecami, prawie wyszłam, zanim dr Morrison zawołał nas na scenę.
Śmiech nie był dźwiękiem, który utkwił mi w pamięci.
To, co utkwiło mi w pamięci, to cisza po tym, jak dr Morrison, nasz dyrektor, wywołał moje nazwisko.
Śmiech pozwala udawać, że ludzie po prostu są głupi. Cisza sprawia, że zastanawiasz się, czy mówią serio.
***
Dwie godziny wcześniej stałam przed lustrem w sypialni, wpatrując się w ciemnozieloną sukienkę, którą kupiłam za trzy miesiące napiwków z kawiarni i jeden wątpliwy kupon online.
Była prosta, miękka w talii i na tyle piękna, że nie mogłam udawać, że noszę ją dla żartu.
To, co utkwiło mi w pamięci, to cisza.
Jada, moja najlepsza przyjaciółka, siedziała na moim łóżku, jedząc frytki i robiąc makijaż, jakbym nie była o pięć minut od przebrania się w zapasowy garnitur z drzwi mojej szafy.
„No i?” zapytałam.
Przechyliła głowę. „Damien, wyglądasz na drogiego”.
„To nie jest odpowiedź… nie na to”.
„Dobrze” – powiedziała, odkładając talerz. „Wyglądasz bardziej jak ty niż od dawna”.
Znów spojrzałam w lustro.
„To nie jest odpowiedź… nie na to”.
***
W ostatniej klasie wszyscy w szkole wiedzieli, że jestem gejem. Niektórzy mnie wspierali. Inni przez cztery lata przypominali mi, że pasuję do grupy tylko wtedy, gdy łatwo mnie zignorować.
„A co, jeśli się będą śmiać?” zapytałam.
„Wtedy będą mieli nudne życie, D”.
„Jada…”
Stała za mną. „Przetrwałaś cztery lata szeptów i udawanych żartów. Dziś wieczorem wejdziesz sama”.
„A co, jeśli się zaśmieją?”
Znów wygładziłam spódnicę.
„Przestań. Wyglądasz ślicznie”.
Zadzwonił dzwonek do drzwi na dole.
Żołądek ścisnął mi się tak mocno, że znów przycisnęłam dłoń do sukienki.
Puściłam ją. „A co, jeśli on uzna, że to za dużo?”
„Noah?” Spojrzała na mnie. „Chłopak, który zapisuje twoje zamówienie na kawę w telefonie, jakby to była alergia?”
„To nie znaczy, że jest gotowy, żeby tak wejść ze mną na bal maturalny”.
„A co, jeśli on uzna, że to za dużo?”
„To go zapytaj”.
„Nienawidzę, kiedy mówisz sensownie”.
Stanęła za mną i ścisnęła mnie za ramiona. „Powiedz to pierwsza”.
„Co powiedzieć?”
„Że to ty to wybrałaś”.
Ta sukienka nie była wyzwaniem. To nie był kostium. Kupiłam go, bo tym razem chciałam wejść do pokoju bez ubrania, dla wygody innych.
„Powiedz to pierwsza”.
„Wybrałam to”.
„Oto on. A teraz pozwól mi biec do domu i się ubrać. Do zobaczenia na balu maturalnym”.
***
Kiedy otworzyłam drzwi wejściowe, na ganku stał Noah w czarnym smokingu, trzymając zielony bukiecik. Zamarł tak, że aż ścisnęło mnie w żołądku.
„Dobra” – powiedziałam szybko. „Mów, Noah. Mam garnitur na górze. Przebiorę się”.
Mrugnął. „Damien. Wyglądasz niesamowicie”.
Odwróciłam wzrok, zanim moje oczy mogły mnie zdradzić. Noah wszedł do środka.
„Wybrałam to”.
„Mogę?”
Skinęłam głową.
Ostrożnie przypiął bukiecik do mojego paska, a potem spojrzał w górę. „Trzęsiesz się. Co się dzieje?”
„Ja… Czy to za dużo?”