Włosy związane z tyłu.
Precyzyjne ruchy.
Kroiła próbki terriny, prezentowała regionalne produkty i odpowiadała klientom uprzejmie i prosto.
Wtedy go zobaczyła.
Adriena.
Przechadzał się między alejkami w towarzystwie partnerów, dyrektorów sprzedaży i dziennikarzy branżowych.
Jego obecność przyciągała uwagę, ale nie wydawał się jej szukać.
Szedł z cichym opanowaniem kogoś, kto dokładnie wie, skąd pochodzi.
Camille poczuła, że zapiera jej dech w piersiach.
Wcześniej mogłaby biec w jego stronę.
Z dumy.
Z lęku.
Z pragnienia odzyskania tego, co straciła.
Ale tym razem została tam, gdzie była.
Nie dlatego, że nic już nie czuła.
Ale dlatego, że w końcu zrozumiała, że niektórych ludzi nie da się odzyskać, goniąc za nimi.
Szanują się nawzajem z dystansu.
Adrien zatrzymał się przed stoiskiem.
Jego wzrok padł na produkty.
Potem podszedł z powrotem do niej.
Ich oczy się spotkały.
Zapadła między nimi cisza.
Ale nie była to już okrutna cisza Neuilly.
Nie była to już cisza wstydu.