I podjął decyzję.
Nigdy więcej nie będzie gonił za kimś, kto się go wstydził.
Pracował jak nigdy wcześniej.
Najpierw rozbudował mały sklep mięsny swojego wujka.
Następnie kupił zakład rozbioru mięsa.
Jeden problem w Val-de-Marne.
A potem kolejny.
A potem kolejny.
Nauczył się negocjować, zarządzać, przegrywać, zaczynać od nowa, przyjmować to z dystansem i bez narzekania.
Inwestował w jakość, w krótkie łańcuchy dostaw, w odpowiedzialne rolnictwo, w przetwórstwo na najwyższym poziomie.
Krótko spał.
Mniej mówił.
Dużo obserwował.
Trzy lata później.
W paryskim luksusowym hotelu niedaleko Avenue Montaigne podpisano ważny kontrakt we francuskim przemyśle rolno-spożywczym.
Camille, bezrobotna, odkąd Alexandre stracił rodzinny majątek w serii nieudanych inwestycji, zanim porzucił ją bez namysłu, poszła na to wydarzenie z jednym celem:
znaleźć wyjście.
Włożyła swoją najpiękniejszą sukienkę.
Ukryła zmęczenie.
I przywdziała ten światowy uśmiech, który wciąż potrafiła nosić, gdy nie miała nic innego.
Rozejrzała się po sali.
Przemysłowcy.
Inwestorzy.