Ten sam głos.
Ale bez wahania.
Zniknęło okazanie słabości.
Tylko spokojna siła, budowana z dala od niej.
I bez niej.
Camille poczuła, jak nogi się pod nią uginają.
Nagle wspomnienia powróciły niczym uderzenie.
Biała koszula.
Butelka wina.
Śmiech.
Jego słowa.
Ten zapach… przywiera do niej.
I po raz pierwszy naprawdę zrozumiała brutalność tego, co zrobiła.
Kiedy prezentacja dobiegła końca i wokół niego utworzył się krąg decydentów, przez kilka minut stała bez ruchu, nie mogąc normalnie oddychać.
Potem zebrała resztki odwagi.
I zrobiła krok w jego stronę.
„Adrien…”
Odwrócił się w jej stronę.
Jego wzrok spokojnie przesunął się po jej twarzy.
Bez wzburzenia.