Na scenie mówiłam krótko.
O dziewczynach z małych miejscowości, którym przez lata wmawia się, że mają być wdzięczne za każdy okruch. O matkach, które sprzedają obrączki, ziemię albo krowy, żeby córki mogły studiować. O tym, że wsparcie nie jest jałmużną, jeśli daje człowiekowi narzędzia do niezależności.
Nie patrzyłam na Konrada.
Nie musiałam.
Czułam jego wzrok przez całą salę.
Kiedy zeszłam ze sceny, podszedł do mnie jego szef, pan Grzelak. Uścisnął mi dłoń obiema rękami.
„Pani prezes, nie miałem pojęcia, że jest pani żoną Konrada. Nigdy się nie chwalił.”
Uśmiechnęłam się.
„Konrad jest skromny.”
Szef roześmiał się, nie słysząc ostrza w tym zdaniu.
Konrad słyszał.
Podszedł dopiero po kilku minutach, gdy stałam przy stoliku z Sylwią i dwiema przedstawicielkami izby. Twarz miał napiętą.
„Możemy porozmawiać?”
„Teraz?”
„Kinga.”
„Panie Konradzie” — wtrąciła Sylwia słodko. — „Pani prezes ma jeszcze kilka rozmów biznesowych.”
Pani prezes.
Widziałam, jak to słowo uderza w niego za każdym razem.
Konrad zniżył głos.
„Dlaczego mi nie powiedziałaś?”
Spojrzałam na niego spokojnie.
„O czym?”
„O tym wszystkim.”
„O moich pieniądzach? Spółkach? Piętrze w biurowcu? O tym, że hotel, w którym dziś stoisz, od lat korzysta z naszego funduszu inwestycyjnego?”
Zacisnął usta.
„Nie rób sceny.”
„To ty robiłeś scenę o pięćdziesiąt trzy tysiące.”
Sylwia odwróciła twarz, żeby ukryć uśmiech.
Konrad pochylił się do mnie.
„Myślisz, że jak masz pieniądze, to możesz mnie upokarzać?”
„Nie. Myślę, że jak ty myślałeś, że ich nie mam, to upokarzałeś mnie bez skrupułów.”
Wtedy przy wejściu do sali zrobiło się poruszenie.
Odwróciłam głowę.
Mama.
Stała niepewnie przy drzwiach, w granatowym płaszczu, z włosami spiętymi nisko i materiałową torbą w ręce. W drugiej dłoni trzymała słoik suszonych grzybów owinięty w gazetę.
Nie pasowała do sali pełnej drogich garniturów, kieliszków i błyszczących plakietek.
I właśnie dlatego była najprawdziwszą osobą w tym miejscu.
Podbiegłam do niej.
„Mamo, miałaś przyjechać jutro.”
„Pan Roman zadzwonił, że będziesz w tym hotelu. Pomyślałam, że zostawię ci tylko jedzenie i nie będę przeszkadzać.”
Powiedziała to cicho, z tym samym zawstydzeniem co w wiadomości głosowej.
Poczułam, jak ściska mnie w gardle.