„Kinga…”
Lucyna spojrzała na niego.
„Co ona wygaduje?”
Wyjęłam z teczki akt własności mieszkania.
„Mieszkanie kupione przed ślubem. Właściciel: Kinga Radecka. Pani syn jest tu zameldowany, bo się zgodziłam. To nie to samo, co własność.”
Lucyna otworzyła usta.
Konrad wyglądał, jakby chciał zniknąć.
Moja mama podniosła torbę z grzybami.
„Córeczko, ja może jednak pojadę do hotelu, żeby nie…”
„Mamo, usiądź.”
Powiedziałam to łagodnie, ale tak stanowczo, że usiadła.
Potem zadzwoniłam do pana Romana.
„Proszę zamówić apartament w hotelu Nadwiślańskim na nazwisko pani Lucyny Żmudy. Płatność po jej stronie. I samochód za dwadzieścia minut.”
Lucyna zerwała się z kanapy.
„Ty bezczelna dziewucho!”
Konrad wreszcie podniósł głos:
„Mamo, dość.”
Spojrzałyśmy na niego obie.
Za późno, ale jednak.
Lucyna jakby nie mogła uwierzyć, że syn przerwał jej, a nie mnie.
„Konrad, ty pozwolisz, żeby ona tak mówiła do matki?”
„Mama wczoraj pozwoliła, żebym ja tak mówił do jej matki.”
To zdanie zabrzmiało w salonie dziwnie.
Jak pierwsza prawda, która przyszła spóźniona o trzy lata.
Ale nie wystarczyła.
Po wyjeździe Lucyny Konrad zaczął błagać.
Najpierw cicho. Potem coraz bardziej nerwowo.
„Kinga, ja naprawdę nie wiedziałem. Myślałem, że żyjemy z naszych pensji. Bałem się kosztów. Bałem się, że twoja mama będzie nas wykorzystywać.”
„A twoja siostra?”
„To co innego.”
„Dlaczego?”
Nie odpowiedział.
„Bo to twoja rodzina. A moja jest wydatkiem.”
Usiadł przy stole i ukrył twarz w dłoniach.
„Daj mi szansę.”
„Dam ci dokumenty.”
Mecenas Bielecki przyjechał godzinę później.
Nie lubię teatralnych scen, ale tego dnia pozwoliłam sobie na jedną. Położyłam przed Konradem projekt porozumienia rozwodowego, wykaz majątku osobistego, historię przelewów na jego rodzinę i tabelę wydatków z ostatnich trzech lat.
Na moją matkę: 53 200 zł.
Na jego matkę, siostrę i jej „biznes”: 412 870 zł.
Konrad patrzył na liczby coraz ciszej.
„Aldona miała oddać…”
„Nie oddała ani złotówki.”
„Ja nie wiedziałem, że to tyle.”
„Wiedziałeś. Po prostu nie liczyłeś, bo nie dotyczyło mojej matki.”
Mecenas dodał: