Kiedy się obudziła, leżała w łóżku z bandażem na czole, a Reed siedział obok niej.
Strach odbarwił mu twarz.
„Znalazłaś mnie?” – wyszeptała.
Skinął głową.
Potem, cicho, ale znacznie wyraźniej, powiedział: „Słyszałem, jak upadasz”.
Leah wpatrywała się w niego.
„Słyszałaś?”
Reed na chwilę zamknął oczy.
„Mój słuch wraca” – przyznał. „Na początku nie do końca. Tu dźwięk. Tam słowo. Ale teraz… Słyszę więcej, niż ludzie wiedzą”.
Tętno Leah przyspieszyło.
„Czy pani Veronica wie?”
„Nie”. Zacisnął szczękę. „I ona musi nie wiedzieć. Mówi otwarcie, kiedy myśli, że nie słyszę. Leah, słyszałem różne rzeczy. Straszne rzeczy”.
„Jakie rzeczy?”
Reed zerknął w stronę drzwi, jakby sama rezydencja mogła go zdradzić.
„Jej telefony. Mężczyzna o imieniu Lance. Mój wspólnik. Jest z nim w związku. Okrada firmę. Przelewa pieniądze. Planuje przejąć kontrolę. Myśli, że jestem bezsilna”.
Leah zakryła usta ze zdumienia.
„I to nie wszystko” – kontynuował Reed. „Potrzebuję dowodu. Nie podejrzeń. Dowodu”.
Tydzień później Veronica wróciła z podróży, niosąc nowe markowe ubrania, promiennie się uśmiechając i kłamiąc.
„Jestem w ciąży” – oznajmiła Reedowi podczas śniadania, dramatycznie kładąc dłoń na brzuchu. „W końcu będziemy mieli dziecko”.
Przez chwilę Reed wyglądał na oszołomionego. Leah, stojąca w drzwiach z tacą, zobaczyła ból na jego twarzy, zanim zmusił się do uśmiechu.
„To… wspaniale” – powiedział.
Veronica objęła go, ale jej oczy pozostały puste.
Tej nocy, podczas gdy Reed udawał, że śpi w fotelu, Veronica stała przy oknie i śmiała się do telefonu.
„Uwierzył w to” – wyszeptała. „Oczywiście, że tak. Jest żałosny. Myśli, że dziecko jest jego. Nie wie, że Lance jest ojcem. Jak tylko pieniądze zostaną przelane i zarząd podpisze wszystko, odejdę od niego. Biedny, złamany mąż i jego mała niania mnie nie powstrzymają”.
Reed słyszał każde słowo.
Następnego ranka Veronica zwolniła Leah.
Oskarżyła ją o kradzież biżuterii.
Zasugerowała jej, że próbuje uwieść Reeda. Wepchnęła ubrania Leah do torby i nakazała ochronie, żeby nigdy więcej nie wpuszczała jej przez bramę.
Leah wróciła do domu, niosąc ze sobą jedynie palące uczucie upokorzenia.
Matka próbowała ją pocieszyć. Lauren płakała. Ale Leah nie mogła przestać myśleć o Reedzie uwięzionym samotnie w tej rezydencji, otoczonym przez uśmiechających się do niego wrogów, którzy kradli mu pieniądze.
Dwa dni później Reed pojawił się w okolicy Leah.
Przyjechał bez ochroniarzy, ubrany skromnie, stojąc obok czarnego samochodu, który wyglądał boleśnie nie na miejscu na popękanej ulicy. Lauren otworzyła drzwi i zawołała: „Leah, na zewnątrz jest mężczyzna o imieniu Reed”.
Leah wybiegła na zewnątrz zaniepokojona.
„Nie powinnaś tu być” – powiedziała. „Veronica…”
„Ona nie wie”. Głos Reeda brzmiał teraz spokojnie, choć wciąż napięty. „Potrzebuję twojej pomocy”.
Opowiedział jej wszystko. O romansie. Udawana ciąża. Skradzione pieniądze. Plan opróżnienia firmy i doprowadzenia go do ruiny.
„Potrzebuję dowodów, których nie będzie mogła zaprzeczyć” – powiedział. „Jest arogancka. Jeśli pomyśli, że ma nad tobą władzę, będzie gadać”.
Leah natychmiast zrozumiała.
„Chcesz, żebym wróciła”.
„Tak”.
„I ją sprowokowała”.
„Tak”.
Leah zerknęła w stronę swojego małego domu, gdzie jej matka i siostra nerwowo obserwowały ją przez firankę.
„Jeśli zaatakuje moją rodzinę…”
„Nie zaatakuje” – powiedział stanowczo Reed. „Obiecuję. Będę ich chronić”.
Leah uważnie mu się przyglądała. To już nie był ten złamany człowiek, z którego kpiła Veronica. To był ktoś, kto powoli dochodzi do siebie.