„Oto jest pytanie”.
Monitory nadal pokazywały teren posiadłości.
Puste ścieżki.
Deszcz.
Mężczyźni poruszali się parami.
„Myślisz, że ktoś chciał mnie tu przyprowadzić?”
„Myślę, że ktoś znał nasze procedury bezpieczeństwa”.
„Czy ktoś jest w domu?”
„Może”.
Lena odsunęła się od niej.
„Strażnicy na zewnątrz mojego pokoju nie tylko chronili mnie przed ludźmi z zewnątrz, prawda?”
„Nie”.
„Kogo obserwowali?”
„Wszystkich”.
„Włącznie ze mną”.
„Tak”.
Odwrócił się do niej.
„Mówiłaś, że myślałaś, że nic nie wiem”.
„Zgadza się”.
„A mimo to wciąż jestem zamknięty w betonowym pokoju”.
„Zamek chroni każdego, kto jest w środku”.
„A także uniemożliwia im wyjście”.
Roman wstał, zostawiając podartą koszulę na krześle.
„Może być i tak, i tak”.
Lena nienawidziła tego, że miała rację.
Bardziej nienawidziła tego, że on zdawał się rozumieć różnicę.
„Co się teraz dzieje?” zapytała.
dziewczyna.
„Dr Patel cię zbada”.
„Nic mi się nie stało”.
„Zrobi. Potem Mara zaprowadzi cię do innej sypialni”.
„Z ochroną na zewnątrz?”
„Tak”.
„Roman”.
„Dopóki nie dowiem się, kto wszedł na moją posesję, tak”.
Jej gniew narastał.
„Nie spędzę tego małżeństwa, przenosząc się z jednego zamkniętego pokoju do drugiego”.
Jej twarz stwardniała.
„Nie pozwolę cię zabić, żeby udowodnić twoją niezależność”.
„I nie dam się chronić ignorancji”.
Słowa gorzko zabolały.
Roman patrzył na nią przez dłuższą chwilę.
Potem skinął głową.
„To sprawiedliwe”.
Lena nie spodziewała się zgody.
„Chcę wiedzieć, co wiesz o moim ojcu” – powiedziała. – Wszystko.
„Nie dziś wieczorem”.
„Dlaczego?”
„Ponieważ jesteś wyczerpana, ktoś właśnie wpadł ci przez okno, a historii twojego ojca nie da się wyjaśnić w pięć minut”.
„Więc zacznij od jednej prawdy”.
Roman spojrzał na ochroniarzy.
„Twój ojciec nie przyszedł do mnie z prośbą o umorzenie długu”.
„O co prosił?”
„Żeby cię poślubić”.
Sugerowane wiadomości
Szybki wzrost włosów – wypróbuj ten niedrogi środek na włosy
Herbeauty
Ruszaj się! 8 prostych ćwiczeń, które pomogą ci poczuć się lepiej
Herbeauty
Lenie zaschło w ustach.
„Zaproponował mi to”.
„Nie” – powiedział cicho Roman. „Powiedział, że to jedyny sposób, by mnie chronić, nie wzbudzając podejrzeń osób szukających księgi rachunkowej”.
„To nie ma sensu”.
„Dla mnie też to nie miało sensu”.
„Dlaczego nasze małżeństwo miałoby wydawać się mniej podejrzane niż zatrudnienie protektora?”
„Ponieważ twój ojciec jest winien pieniądze trzem organizacjom. Małżeństwo można pomylić z pensją. Ochrona sugerowałaby, że masz wartość wykraczającą poza dług”.
Lena poczuła nagły dreszcz.
„Sprawił, że wyglądałam na nic niewartą, żebym mogła przeżyć”.
„Sprawił, że wyglądasz na pospolitą”.
„To nie jest lepsze”.
„Nie”.
Roman jej nie chronił.
To właśnie pozwoliło mu kontynuować.
„Czy mój ojciec powiedział ci, gdzie jest księga rachunkowa?”
„Powiedział, że będziesz wiedział”.
„Nie”.
„Wierzę ci”.
„A co, jeśli się mylił?”
„Wtedy znajdziemy inne rozwiązanie”.
Lena skrzyżowała ramiona.
„A kiedy to się skończy?”
Wzrok Romana spotkał się z jej spojrzeniem.
„Będziesz miała wybór”.
„Jaki wybór?”
„Zostań w małżeństwie. Uzyskaj unieważnienie małżeństwa. Wyjedź z kraju pod innym nazwiskiem. Wróć do życia, jakiego pragnęłaś, zanim wtrącił się ojciec”.
„Puścisz mnie?”
„Tak”.
„Nawet gdybym znała twoje sekrety?”
Jej wyraz twarzy stał się nieodgadniony.
„Wiesz już wystarczająco dużo, by być niebezpiecznym”.
„To nie jest odpowiedź”.
„To wszystko, co mam na dziś wieczór”.
Ukryte drzwi ponownie się otworzyły.
Wszedł doktor Patel, niosąc czarną torbę lekarską. Mara podążyła za nim, rzucając okiem na nagą klatkę piersiową Romana i unosząc brew.
„Widzę, że panna młoda zrobiła już to, co dla wykwalifikowanych specjalistów zajęłoby godziny”.
Roman sięgnął po koszulę.
„Co to jest?”
„Usiąść spokojnie”.
Po raz pierwszy Lena dostrzegła na swojej twarzy coś przypominającego zażenowanie.
Szybko zniknęło.
Lekarz zbadał ich oboje.
Lena miała trzy płytkie rany na przedramieniu, nic poważnego. Roman potrzebował dwóch szwów na ramieniu i cienkiego bandażu na twarzy.
Kiedy opuścili bezpieczny pokój, była prawie trzecia nad ranem.
Mara zaprowadziła Lenę do sypialni w środkowym skrzydle, z dala od wybitych okien. Była mniejsza niż apartament dla nowożeńców i znacznie mniej formalna. Pod białym marmurowym kominkiem palił się ogień, a przy łóżku paliła się lampa.
Dwóch strażników zajęło pozycje na zewnątrz.
Lena spojrzała na Romana.
„Mówiłeś, że nikt nie może wejść bez mojego pozwolenia”.
„Mówiłam poważnie”.
„A co z zamkami?”
„Drzwi zamykają się od środka”.
„A strażnicy?”
„Zostaną”.
Chciała się kłócić.
Zamiast tego zapytała: „Gdzie będziesz?”
„Po drugiej stronie korytarza”.
Nie w zachodnim skrzydle”.
Lena zauważyła zmianę, ale o niej nie wspomniała.
Roman odwrócił się, żeby odejść.
„Czekaj”.
Zatrzymała się.
Nie miała pojęcia, co powiedzieć.
„Dziękuję, że mnie chronisz”, zabrzmiało to mało.
„Wciąż jestem zła”, zabrzmiało to niepotrzebnie.
Zamiast tego zapytała: „Kiedy ostatnio spałeś?”
Lekko zmrużyła oczy.
„Nie pamiętam”.
„To nie jest normalne”.
„Bardzo mało rzeczy poszło dziś normalnie”.
„Spać przynajmniej godzinę”.
„Jeszcze jeden rozkaz?”
„Prośba”.
Obrzucił ją wzrokiem, a potem skinął głową.
„Godzinę”.
„Dwie”.
„Jeden.”
„Półtorej godziny.”
Kącik jego ust drgnął.
„Dobranoc, Leno.”
„Dobranoc, Roman.”
Kiedy drzwi się zamknęły, zamknął je na klucz.
Potem stał z kluczem w dłoni, nasłuchując jej kroków na korytarzu.
Nie czuła się bezpiecznie.
Nie do końca.
Ale po raz pierwszy odkąd ojciec powiedział jej, że wychodzi za mąż za Romana Blackwella, poczuła się całkowicie bezradna.
Poranek był szary i cichy.
Lena obudziła się, czując zapach kawy i niemiłą świadomość, że śpi w domu obcego człowieka, którego imienia ledwo znała.
Mara zostawiła tacę przy drzwiach.
Obok niej leżała złożona gazeta.
Na stronie internetowej firmy znajdowało się zdjęcie ze ślubu.
Roman stał surowo obok Leny na schodach sądu, a ona wyglądała blado pod małym białym kapeluszem.
W podpisie małżeństwo zostało nazwane „nieoczekiwanym związkiem dwóch uznanych chicagowskich rodzin”.
Lena o mało się nie roześmiała.
Jej rodzina składała się z chorej matki, zaginionego ojca i wierzycieli, którzy przestali od niej odbierać telefony.
Niczego na ich temat nie ustalono.
Roman zapukał o dziewiątej.
Lena otworzyła drzwi.
Miał na sobie ciemny garnitur, choć twarz opinał mu świeży bandaż. Wyglądał na tak spokojnego, że poprzednia noc mogła być tylko snem.
„Twoja matka jest cała i zdrowa” – powiedział.
Te słowa wymazały wszystko.
„Sprawdziłeś?”
„Zabrali ją z kliniki odwykowej przed świtem”.
Lena chwyciła za drzwi.
„Dokąd się przeprowadziła?”
„Do prywatnej praktyki poza miastem”.
„Przeprowadziłeś ją bez pytania?”
„Wczoraj wieczorem przejrzano dokumentację pracowniczą kliniki”.
„Przez kogo?”
„Nie wiemy”.
Strach podszedł jej do gardła.
„Muszę się z nią zobaczyć”.
„Możesz z nią teraz porozmawiać. Wizyta wymaga więcej przygotowań”.
„Roman…”
„Jest w bezpieczniejszym miejscu”.
„Mówisz tak, jakby bezpieczeństwo było najważniejsze”.
„Nie” – jej głos złagodniał. „Mówię tak, bo nie przeżyłaby, gdyby użyto go, żeby do ciebie dotrzeć”.
Lena wpatrywała się w niego.
Nie odwrócił wzroku.
„Gdzie jest telefon?”
Roman zaprowadził ją do gabinetu.
W przeciwieństwie do reszty domu, pokój sprawiał wrażenie zamieszkanego. Półki wypełniały książki, niezależnie od koloru czy rozmiaru. Połowa stołu była zawalona papierami. Przy oknie stała stara szachownica z niedokończoną partią.
Podał jej bezpieczny telefon.
Jej matka odebrała po drugim dzwonku.
„Lena?”
Znajomy głos niemal ją zmiażdżył.
„Mamo”.
„Och, dzięki Bogu. Powiedzieli, że wszystko w porządku, ale nikt nie chciał powiedzieć nic więcej”.
„Nic mi nie jest”.
„Wyszłaś za mąż?”
Lena zamknęła oczy.
„Tak”.
Zapadła cisza.
Nic dziwnego.
Lena ponownie otworzyła oczy.
„Wiedziałaś”.
Jej matka westchnęła.
„Wiedziałam, że twój ojciec coś planuje. Powiedział, że będziesz bezpieczna”.
„Czy pozwoliłaś mu wymienić mnie na kogoś obcego?”
Roman podszedł do okna, dając mu złudzenie prywatności.
„Nie znałam szczegółów” – powiedziała matka. „Zanim się zorientowałam, już go nie było”.
„Gdzie?”
„Nie wiem”.
„Mamo, co on ukradł?”
Kolejna cisza.
„Nie jestem pewna, czy cokolwiek ukradł”.
„Roman mówi, że ma księgę rachunkową”.
„Twój ojciec zawsze ma księgę rachunkową”.
„Co to znaczy?”
„Rozumiał ludzi przez liczby. Bardziej ufał raportom niż obietnicom”.
Lena usiadła za biurkiem Romana.
„Czy coś przede mną ukrywał?”
Oddech matki się zmienił.
W słuchawce rozległ się cichy syk.