„Twoja niebieska pozytywka” – powiedziała.
„A co z nią?”
– Zapytał, czy nadal ją ma.
„Kiedy?”
„Trzy dni temu”.
Lena zamarła.
– Widziałaś go trzy dni temu?
Roman odwrócił się od okna.
Głos matki ucichł.
„Przyszedł do kliniki po północy”.
„Dlaczego nikomu nie powiedziałaś?”
„Był przerażony”.
„Od Rzymian?”
„Nie.”
Odpowiedź nadeszła szybko.
„A więc kto?”
„Odmówił mi odpowiedzi. Zapytał tylko o pozytywkę i powiedział, żebym nie wierzyła nikomu, kto twierdzi, że małżeństwo uregulowało jego dług.”
Lena spojrzała na Romana.
Jego twarz stężała.
– Tata powiedział, dokąd idzie?
„Powiedział, że ma kolejny rachunek do zapłacenia.”
Rozmowa zakończyła się, gdy Lena obiecała, że odwiedzi go tak szybko, jak będzie mogła.
Odłożyła telefon na stół.
„Mój ojciec żyje.”
„Wygląda na to.”
„Nie wyglądasz na zaskoczoną.”
„Podejrzewałam.”
„Mówiłeś, że zaginął.”
„To był on.”
„To nie to samo, co myśleć, że może nie żyć.”
„Nie.”
Gniew wybuchł.
„Właśnie to miałam na myśli, kiedy powiedziałam, że byłaś nieświadoma.”
Roman przeszedł przez gabinet.
„Spędziłeś w moim domu niecałe sześć godzin. Nie wiedziałem, czy historia o twojej matce była prawdziwa, czy przysłał cię twój ojciec, czy też atak miał na celu wzbudzenie mojego zaufania”.
„A teraz?”
„Teraz wiem, że ktoś uzyskał dostęp do dokumentacji medycznej twojej matki, włamał się do mojej posiadłości i użył broni, która pochodziła z jednej z moich firm ochroniarskich”.
Lena dosłyszała ostatnie zdanie.
„Czy karabin był twój?”
„Do posiadłości”.
„Kto mógł go zabrać?”
„Cztery osoby”.
„Które cztery?”
Roman zawahał się.
Twarz Leny stwardniała.
Wypuściła powietrze.
„Mój szef ochrony. Jego zastępca. Elias. I ja”.
„Elias?”
„Pilnował wczoraj w nocy składu broni”.
„Był przed moim pokojem”.
„Tak”.
„Ufasz mu?”
„Ufałam”.
Czas przeszły zapadł ciężko.
Lena spojrzała na szachownicę przy oknie.
Na jej krawędzi stał samotny czarny rycerz.
„Moja pozytywka jest u rodziców”.
„Odzyskamy ją”.
„Dzisiaj”.
„Tak”.
Łatwość, z jaką mężczyzna się zgodził, wzbudziła jej podejrzenia.
„Planowałeś wyjść wcześniej”.
„Wysłałem już ludzi, żeby zabezpieczyli ulicę”.
„Przynosisz ją bardzo szybko”.
„Ludzie często podejmują powolne decyzje, oczekując, że ktoś inny poniesie konsekwencje”.
Lena przez chwilę dostrzegła ciężar kryjący się za jego samokontrolą.
To nie była arogancja.
Nawyk.
Dom Whitmore’ów stał przy wąskiej uliczce w Oak Park, pod nagimi klonami.
Lena dorastała w tym miejscu. Znała każdą szczelinę w podjeździe, każdą luźną deskę na ganku, każde miejsce, gdzie letnie słońce oświetlało podłogę w kuchni.
A jednak, kiedy wysiadła z samochodu Romana, dom wydawał się obcy.
W pobliżu czekały dwa radiowozy ochrony.
Roman szedł obok niej, wystarczająco blisko, by dosięgnąć, ale nie dotknąć.
Elias szedł kilka kroków za nią.
Lena zerknęła na niego.
Jego wyraz twarzy niczego nie zdradzał.
Drzwi wejściowe nie nosiły śladów włamania.
W środku jednak ktoś przeszukał dom.
Szuflady były otwarte.
Książki zostały zdjęte z półek.
Poduszki z kanapy leżały na podłodze.
Zdjęcia rodzinne zostały zdjęte ze ścian i równo ułożone na stole w jadalni.
„Ktokolwiek to zrobił, nie spieszył się” – powiedział Roman.
Lena skierowała się w stronę schodów.
„Mój pokój jest na piętrze”.
Roman chwycił ją za nadgarstek.
Spojrzała na jego dłoń.
Od razu ją puścił.
„Poczekajcie, aż pokoje będą wolne”.
„To mój dom”.
„To nie znaczy, że jest pusty”.
Dwóch strażników weszło na górę.
Lena stanęła pod żyrandolem, którego jej matka nienawidziła od dwudziestu lat.
„Myślisz, że ktoś tu jeszcze jest?”
„Myślę, że domysły są drogie”.
Strażnicy wrócili.
„Jasno”.
Lena weszła na górę.
Jej sypialnia była niemal identyczna jak dwa lata wcześniej, kiedy przeprowadziła się do małego mieszkania niedaleko szpitala. Bladoniebieskie ściany. Białe zasłony. Półka ze szkolnymi trofeami i książkami w miękkich okładkach.
Pozytywka stała w szafie.
Była wykonana z niebieskiej emalii, z maleńkimi srebrnymi gwiazdkami na pokrywie. Ojciec dał jej ją, gdy miała dziesięć lat.
Kiedy ją otworzyła, porcelanowa tancerka wstała i zaczęła krążyć w rytm wolnej melodii.
Nic nie wydawało się niezwykłe.
W drzwiach stał Roman.
„Czy mogę zaprosić panią do środka?”
Lena podała jej pozytywkę.
Zbadał zawiasy, podszewkę i mały mosiężny kluczyk pod podeszwą.
„Nie ma tu żadnej ukrytej przegródki.”
„To dlaczego pani o nią pytała?”
Lena słuchała melodii.
Jej ojciec wybrał ją, ponieważ grał na pianinie w dzieciństwie.
Niezbyt dobrze.
Ale ostrożnie.
Zanucił kilka pierwszych nut.
Potem przestał.
„Co to jest?” zapytał Roman.
„Piosenka jest nieprawidłowa”.
„Jak?”
„Nuta powtarza się tam, gdzie nie powinna”.
Nakręcił mechanizm ponownie.
Rozbrzmiała melodia.
Pauza.
Trzy nuty.
Kolejna pauza.
Dwie nuty.
Lena zaniosła pudełko do biurka i znalazła w dolnej szufladzie stare nuty.
Ojciec nauczył ją gry, w której nuty były używane jako litery. Nuty od A do G powtarzały się w ponumerowanych oktawach.
Dziwne pauzy je oddzielały.
Nieprawidłowe nuty tworzyły ciąg.
G.
A.
B.
E.
„Gabe” – wyszeptała Lena.
Wyraz twarzy Romana się zmienił.
„Gabriel?”
„Imię mojego ojca”.
„Kontynuuj”.
Grał melodię w kółko, zwracając uwagę na zmienione nuty.
Trwało to prawie dwadzieścia minut.
Kiedy skończył, wiadomość była krótka.
GABE NIE WZIĄŁ KSIĄŻKI.
ZAPYTAJ WIKTORA O DRUGI EGZEMPLARZ.
Lena przeczytała ją na głos.
Twarz Romana straciła wszelki wyraz.
„Kim jest Viktor?” zapytała.
„Mój wujek”.
„Czy mu ufasz?”
Roman spojrzał w stronę drzwi.
Elias zniknął.
„Roman?”
Wyszedł na korytarz.
„Elias”.
Brak odpowiedzi.
Jeden ze strażników wyszedł z klatki schodowej.
„Pan Ward zszedł na dół”.
„Kiedy?”
„Dwie minuty temu”.
Ręka Romana sięgnęła pod płaszcz, ale Lena złapała go za palec.
„Nie”.
Jej wzrok spotkał się z jego.
„Nie wiesz, czy coś zrobił”.
„Słyszał wiadomość”.
„Twój drugi strażnik też.”
„Elias znał zestaw do strzelania.”
„To jeszcze nie dowód.”
Roman spojrzał na dłoń spoczywającą na jej palcu.
Potem opuścił swoją.
Razem zeszli na dół.
Drzwi wejściowe były otwarte.
Elias stał na ganku i rozmawiał przez telefon.
Kiedy ich zobaczył, rozłączył się.
Roman zatrzymał się przy wejściu.
„Do kogo dzwoniłeś?”
Elias nie wahał się.
„Mara.”
„Dlaczego?”
„Żeby mu powiedzieć, żeby wyprowadził twojego wujka z pensjonatu Eastern.”
Lena wyczuła zmianę w powietrzu.
Głos Romana ucichł.
„Czy Victor jest na osiedlu?”
„Przyjechał godzinę temu.”
„Dlaczego mi nie powiedzieli?”
„Prosił, żebym poczekał, aż wrócisz.”
Treści promowane
Od starości do współczesności: Etapy ewolucji tańca arabskiego
Brainberries
Bez filtrów i makijażu: Jak najpiękniejsze gwiazdy Wschodu wyglądają w rzeczywistości?
Herbeauty
Nikt się tego nie spodziewał — widzowie zamarli z przerażenia na widok tego, co zobaczyli
Herbeauty
„I postanowiłeś ostrzec Marę?”
„Po usłyszeniu wiadomości postanowiłem nie zostawiać jej samej w pobliżu twoich płyt.”
Roman obserwował go.
„Oddaj mi telefon.”
Elias podał go.
Ostatnim połączeniem było imię Mary.
Roman oddał telefon.
„Wracaj do samochodu.”
Elias się nie ruszył.
„Proszę pana, jest coś jeszcze.”
„Co?”