Później tej nocy, kiedy jedzenie dotarło, zjadła, bo patrzył na nią, jakby liczył się każdy kęs. Potem dziecko kopnęło, tak mocno, że aż zaparło jej dech w piersiach. Damien wpatrywał się w jej brzuch z czymś surowym na twarzy.
Serena wzięła jego dłoń i przycisnęła ją do swojego brzucha.
Przez dłuższą chwilę nic się nie działo.
Wtedy ich syn kopnął Damiena dokładnie pod swoją dłonią.
Zmiana, jaka w nim zaszła, była natychmiastowa.
Zachwyt. Smutek. Miłość. Wściekłość. Wszystko to wykrzywiło mu twarz, zanim zdążył to ukryć.
„Jest silny” – szepnęła Serena.
„Jak jego matka” – powiedział Damien.
Prawie go poprawiła. Prawie powiedziała: „Jak jego ojciec”.
Jednak słowa pozostały uwięzione w gardle z powodu bólu.
Tej nocy poprosiła go, żeby został. Tylko na kilka minut.
Położył się obok niej na kołdrze, uważając, by jej nie przytłoczyć, jedną rękę trzymając na dziecku, o którego istnieniu dowiedział się dopiero kilka godzin wcześniej.
„Nie pozwolę, żeby coś ci się stało” – powiedział w ciemności. „Znowu”.
Serena chciała mu wierzyć.
Sen ogarnął ją zanim strach zdążył odpowiedzieć.
Gdy się obudziła, pokój wypełniało szare, poranne światło, a Damiena nie było.
Notatka leżała na poduszce.