Rozległ się wycie alarmów.
Gdzieś z pękniętych rur wylewała się woda.
„Damien” – szepnęła Serena.
Alessandra próbowała ją zatrzymać, ale Serena już się ruszyła.
Weszła do pomieszczenia, które kiedyś było luksusowym apartamentem, a teraz było polem bitwy: potłuczonego szkła, przewróconych mebli, dymu, krwi i ognia.
W centrum stał Damien.
A u Jego stóp, na kolanach, z krwawiącym z boku, leżał Vincent.
Damien przystawił kuzynowi pistolet do tyłu głowy.
„Podaj mi jeden powód” – powiedział Damien głosem tak zimnym, że mógł zamrozić cały pokój – „dlaczego nie miałbym cię teraz zabić”.
Vincent podniósł zakrwawioną twarz i uśmiechnął się.
„Ponieważ rada nigdy tego nie zaakceptuje”.
Serena się zatrzymała.
Vincent został ranny, przyparty do muru, ale wciąż stanowił zagrożenie.
„Zabij mnie bez pozwolenia” – powiedział – „a będziesz wyglądał na niestabilnego. Emocjonalnego. Mężczyznę, którym rządzi miłość, a nie osąd. Odbiorą ci wszystko”.
Palec Damiena zacisnął się.
Uśmiech Vincenta stał się szerszy.
„Właśnie na to liczyłem. Miłość osłabia.”
Serena ruszyła naprzód.