„Nie” – powiedział Damien, nie odrywając wzroku od Sereny. „Nie wszystko jest w porządku”.
Zaczął wydawać rozkazy. Alessandra miała zostać odwieziona do hotelu. Marco miał wyciągnąć wszystkie akta dotyczące rzekomej śmierci Sereny. Dowody. Świadkowie. Harmonogram. Pożar magazynu. Bomba. Wszystko.
Potem spojrzał na Serenę.
„Idziesz ze mną.”
“NIE.”
To słowo przyszło automatycznie.
„Zbudowałem tu życie”.
„Bezpieczna?” Damien zaśmiał się raz, gorzko i ostro. „Myślisz, że to jest bezpieczne? Praca w barze, wynajęty pokój w okolicy, gdzie nikt nie zadaje pytań, bo nikt nie chce odpowiedzi? Jeśli Vincent dowie się, że żyjesz, ty i to dziecko będziecie martwi”.
„Pobiegnę jeszcze raz.”
„Za jakie pieniądze? Z jaką tożsamością? Jesteś w siódmym i pół miesiącu ciąży. Jak daleko, twoim zdaniem, zajdziesz z noworodkiem?”
Nienawidziła go za to, że miał rację.
Podszedł bliżej, ściszając głos. „Szczęście się kończy, tesoro”.
Stare określenie podziałało na nią jak rana.
„Nie nazywaj mnie tak.”
Coś błysnęło w jego oczach.