Śpiew rozmył się wokół mnie.
Wyrwałam rękę z jego uścisku. „Co mi powiedzieć?”
Noah spojrzał na mnie i po raz pierwszy tej nocy wyglądał na bardziej przestraszonego mnie niż tłumu.
„Miałem ci powiedzieć później.”
„Nie powiedziałaś mu?”
„Po czym?”
Wziął oddech. „Zgłosiłem nas do Balu Studniówkowego.”
Śpiew ucichł i stał się głuchy.
„Wpisałeś nasze nazwiska? Razem?” Bez pytania?
Spuścił wzrok. „Myślałem, że to będzie dobre”.
„Dla kogo, Noah?”
Uniósł wzrok. „Dla ciebie. Dla nas”.
„Zgłosiłem nas do Balu Balowego”.
Pokręciłem głową. „Noah”.
„Uważałem, że zasługujesz na to, żeby znaleźć się na tej liście, jak wszyscy inni”.
„A ja zasługiwałem na to, żeby wiedzieć, zanim stanę się częścią twojego planu” – powiedziałem. „Nie ty decydujesz, kiedy jestem odważny”.
Twarz mu się lekko skrzywiła.
„To było moje imię” – powiedziałem.
Zamilkł.
Chad podszedł bliżej, a jego uśmiech powrócił. „Czekaj. Wy dwaj naprawdę jesteście na liście kandydatów?
„Nie możesz decydować, kiedy jestem odważny”.
Nathan zaśmiał się pod nosem. „To okropne”.
Noah odwrócił się do nich. „Odwalcie się”.
Dotknęłam jego ramienia. „Nie”.
Spojrzał na mnie.
Sam stanęłam twarzą do Chada i Nathana.
Głos mi drżał, ale nie pozwoliłam mu zniknąć.
„Całą noc czekałeś, aż poczuję się głupio” – powiedziałam. „Gratulacje. Tak.”
Nathan zaśmiał się pod nosem.
Krąg ucichł.
Potem dodałam: „Ale i tak wolałabym być sobą w tej sukience, niż ty błagająca o salę do śmiechu z tobą”.
Wtedy głośniki zatrzeszczały, a muzyka ucichła.
***
„Panie i panowie, czy mogę prosić o uwagę?”
Dr Morrison stał na scenie z mikrofonem. Rozejrzał się po sali, przyglądając się kręgowi, telefonom, twarzy Chada, Noahowi obok mnie i mnie w zielonej sukience, której obecności nagle nie byłam bardziej świadoma.
Potem spojrzał prosto na nas.
„Panie i panowie, czy mogę prosić o uwagę?”
„Damien. Noah. Proszę, podejdźcie tutaj.
Tłum się rozstąpił.
„Mamy kłopoty” – wyszeptałem.
„Nie zrobiliśmy nic złego” – powiedział Noah.
„Czy to ma znaczenie?”
Jada ścisnęła moją dłoń. „Chodź tak, jakbyś to zaplanował”.
„Absolutnie tego nie planowałem”.
„Mamy kłopoty”.
Zrobiłem krok naprzód. Wszystkie oczy podążały za nami. Noah szedł obok mnie, nie dotykając mnie.
Weszliśmy na scenę.
Z góry widziałem Jadę z przodu z założonymi rękami i Chada przy parkiecie z zaciśniętymi szczękami.
Dr Morrison poczekał, aż sala się uspokoi.
„Głosowanie w Sądzie Balowym zakończyło się przed rozpoczęciem dzisiejszego wieczoru” – powiedział.
Po sali balowej przeszedł szmer.
„Głosy zostały policzone podczas kolacji. Tegorocznymi zwycięzcami Balu Studniów zostali Damien i Noah.
Noah szedł obok mnie, nie dotykając mnie.
Sala zamarła.
Wtedy ktoś westchnął.
Głos Chada przeciął ciszę. „To niemożliwe”.
Dr Morrison spojrzał mu prosto w oczy. „Nie jest”.
„Nikt na nich nie głosował”.
„Oczywiście, wiele osób tak”.
Kilku studentów cicho klaskało.
„To niemożliwe”.
Dr Morrison uniósł rękę. „Zanim ktokolwiek zacznie klaskać, chcę to jasno powiedzieć. To, co wydarzyło się dziś wieczorem na tym parkiecie, ma znaczenie. Nie dlatego, że dwoje studentów przyszło na bal w sposób, którego niektórzy z was się nie spodziewali. Ma znaczenie, ponieważ zbyt wiele osób widziało, jak ktoś jest upokarzany i traktowało to jak rozrywkę”.
Telefony milkły jeden po drugim.
„Prywatna życzliwość nie wystarczy, gdy publiczne okrucieństwo jest głośne” – powiedział. „Niektórzy z was głosowali na
Damien i Noah, kiedy nikt was nie widział. Dziś wieczorem proszę was, abyście okazali ten sam szacunek, kiedy wszyscy będą mogli.”
Nikt się nie ruszył.
„To, co wydarzyło się dziś wieczorem na tym parkiecie, ma znaczenie”.
Wtedy Jada zaczęła klaskać.
Następnie wstała dziewczyna z mojej klasy angielskiego. Jej ręce się trzęsły, ale i tak klaskała.
Potem wstali chłopcy z teatru.
Potem stolik z tyłu.
Potem więcej.
Oklaski rozprzestrzeniły się, aż wypełniły całą salę balową.
Dr Morrison zwrócił się do mnie. „Damien, chcesz coś powiedzieć?”
Jada zaczęła klaskać.
Pierwsze słowo w mojej głowie brzmiało „nie”.
Potem spojrzałem na Noaha. Nie popchnął mnie. Po prostu wyglądał na zasmuconego.
Podszedłem do mikrofonu i założyłem drżące ręce za plecy.
„Prawie wyszedłem” – powiedziałem.
Sala zamarła.