
Marek otworzył drzwi z irytacją, która jeszcze nie zdążyła opaść. Ale gdy tylko zobaczył, kto stoi na progu, jego twarz się wydłużyła. — Zofia? Stała z walizką. Niewielką, ale aż nazbyt wymowną. — Cześć — powiedziała niepewnie. — Nie odbierałeś. Pomyślałam… mogę wejść? Z kuchni wyszła Eliza. Zatrzymała się w drzwiach, spokojnie ogarnęła wzrokiem całą scenę i lekko przechyliła głowę. — Co za precyzja — powiedziała. — Nawet lepiej, niż się spodziewałam. Zofia zamarła. — Ja… chyba nie w porę… — Wręcz przeciwnie — odpowiedziała łagodnie Eliza. — Trafiłaś idealnie. Właśnie dzielimy majątek. — Eliza, przestań — syknął Marek. — Dlaczego? — wzruszyła ramionami. — To prawda. Wybierasz nowe życie. No i ono właśnie przyszło. Zofia spojrzała na Marka. — Mówiłeś, że wszystko jest już załatwione… Eliza cicho się uśmiechnęła. — Oczywiście. On zawsze tak mówi. Bardzo wygodne. — Ja miałem zamiar… — zaczął Marek. — Miałeś zamiar — przerwała mu. — Przez pięć lat. To prawie talent. Zofia powoli postawiła walizkę na podłodze. — Pięć lat? — powtórzyła. Cisza zrobiła się ciężka. — Mówiłeś, że wy od dawna… — jej głos zadrżał. — Zofia… — Że tylko mieszkacie jak sąsiedzi! Eliza nic nie powiedziała. Tylko patrzyła.
I w tym spojrzeniu było więcej prawdy niż w jakichkolwiek słowach. Zofia cofnęła się o krok. — Czyli byłam… opcją zapasową? Marek milczał. I tym powiedział wszystko. — Niesamowite — wydusiła. — Po prostu niesamowite. Odwróciła się gwałtownie, ale zaraz się zatrzymała. — Wiesz co? — powiedziała już spokojniej. — Zabierz swoje życie sam. Ja już w tym nie uczestniczę. Drzwi trzasnęły. Głośno. Ostatecznie. Marek stał na środku korytarza, jakby nie rozumiał, co właśnie się wydarzyło. — Gratulacje — powiedziała cicho Eliza. — Udało ci się stracić wszystko naraz. Odwrócił się do niej. — Jesteś zadowolona? — Nie — odpowiedziała szczerze. — Ale przynajmniej wszystko jest teraz na swoim miejscu. Przeciągnął dłonią po twarzy. — I co teraz? Eliza podeszła do stołu, wzięła swoją filiżankę, napiła się już wystygłej herbaty. — Teraz? — powtórzyła. — Teraz pakujesz swoje rzeczy. — Mówisz poważnie? — Jak najbardziej.