
Laura milczała. Powietrze w pokoju zgęstniało jak dym. „Dla swojej ciotki?” — to zabrzmiało jak cios. Jej palce zacisnęły się na książce leżącej na kolanach. Daniel wstał, przeszedł się po pokoju, unikając jej wzroku. — Po prostu nie wiem, gdzie w twoim życiu jest miejsce dla mnie. Wszystko — „moje mieszkanie”, „moje plany”, „moje decyzje”. Może jestem tu tylko gościem? — ostatnie słowo wypowiedział z naciskiem. — Nie, — Laura próbowała się uśmiechnąć, ale jej usta drżały. — Chcę, żebyś był częścią mojego życia. Ale nie mojej własności. Zatrzymał się gwałtownie. — Słyszysz, jak to brzmi? Stawiasz mury wyżej niż miłość! — Bronię nie murów, tylko wspomnień. To mieszkanie to nie tylko metry. Tu wciąż czuć jej perfumy. Każdy kąt to cząstka jej życia. — Laura spojrzała mu prosto w oczy. — Nie proś mnie, żebym to sprzedała. Daniel westchnął i spuścił głowę. — W porządku, — powiedział po chwili. — Przepraszam. Może zbyt ostro… Po prostu marzyłem o domu. O swoim miejscu. — Jego głos zadrżał. — A teraz czuję, że mieszkam w cudzym. Podszedł bliżej, a ona położyła mu dłoń na ramieniu. — To nie jest cudze miejsce, jeśli jesteś przy mnie. Uśmiechnął się słabo, ale jego spojrzenie pozostało dalekie. * * * Dni mijały. Rozmawiali coraz mniej.
Laura coraz rzadziej mówiła mu o postępach w sprawie spadku, a on coraz częściej wychodził do znajomych. Zaczęła się w niej rodzić niepewność: gdzie podział się ten człowiek, który jeszcze niedawno przynosił jej kawę do łóżka i recytował wiersze? Teraz był chłodny, zgryźliwy, jakby celowo się oddalał. Pewnego dnia, szykując się do kancelarii notarialnej na ostateczne podpisanie dokumentów, Laura zauważyła, że nie ma w torebce kluczy do nowego mieszkania. Miała pewność, że je tam włożyła. Przeszukała wszystko w panice — pusto. Zadzwoniła do Daniela. — Dan, nie widziałeś przypadkiem kluczy od mieszkania po ciotce Małgorzacie? — zapytała, starając się mówić spokojnie. — Te? — odpowiedział po chwili. — Wziąłem, żeby obejrzeć zamek. Pamiętasz, mówiłaś, że trzeba go wymienić. — Bez mojej wiedzy? — jej głos zadrżał. — No co ty, po prostu wszedłem na chwilę. Kurz, brudne okna. Chciałem zapytać znajomego fachowca, ile wyniesie remont. — Zawahał się. — No i parę osób było ciekawych, jak wygląda mieszkanie. Pokazałem im, tak po prostu. — CO?! — Laura nie wytrzymała. — Wprowadzałeś tam obcych ludzi?! — No tak, jako przykład nieruchomości. Przecież niczego nie ruszali! — mówił pewnym tonem, ale jego oczy uciekały.